• Wpisów:302
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 11:58
  • Licznik odwiedzin:13 022 / 1387 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
-Tamara, wstawaj! Darek czeka na ciebie w aucie.
-Co? Łukasz, daj spać- syknęła dziewczyna na swojego młodszego brata.
-Tamara, wstawaj! Jedziecie na siłownię z Darkiem. A ja idę na trening, nie mogę się spóźnić przez ciebie.
Nagle do Tamary dotarło. Siłownia. Dzisiaj. Z bratem. Trening Łukasza.
Zerwała się na równe nogi.
-Powiedz Darkowi, żeby dał mi 20 minut- wysyczała biegnąc do łazienki.
Młody, wysportowany, wysoki szatyn wyszczerzył zęby w uśmiechu, przewrócił oczami i wyszedł z pokoju siostry.

Po 20 minutach, Tamara była gotowa. Zeszła do kuchni, gdzie siedzieli jej rodzice i malutka siostrzyczka.
-Cześć rodzinko- uśmiechnęła się i podeszła do niemowlaka i ucałowała w głowę.
-Cześć Tami- odpowiedzieli rodzice.
Blondynka wzięła jabłko z koszyka i ugryzła.
-Zjedz jakieś śniadanie, a nie tylko jabłko- powiedział tato dziewczyny.
-Zjem na mieście. Darek i Łukasz już na mnie czekają.
Już miała wychodzić z kuchni, lecz zawróciła, otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej wodę, którą schowała do torby sportowej.
-Jeszcze trochę, a zapomnisz głowy, kochanie- zaśmiała sie mama.
-Możliwe- uśmiechnęła się i wyszła.

-W końcu- syknął Łukasz.- Jestem już spóźniony. Nina na mnie już czeka.
-Oj, jak kocha to poczeka. trzeba było budzić mnie wcześniej, a nie...
-Cicho!- Darek przerwał kłótnię rodzeństwa.
Nina była dziewczyną Łukasza. Chodzili ze sobą od pół roku i bardzo się kochali. Dla Tamary było to głupstwo. Bo co niby 16-letnie dzieciaki mogą widzieć o miłości. Tamara nigdy jej nie miała i w głębi duszy zazdrościła młodszemu bratu, mimo iż sama nie chciała mieć nikogo. Gdy Nina przychodziła do Łukasza, Tamara często im dogryzała. Ale bez względu na to, lubiła tą dziewczynę.
-Tami, nie obrazisz się, jeśli od dzisiaj na siłownię będzie chodził z nami mój dobry kolega?- spytał starszy brat.
Dziewczynę zdziwiło to pytanie. Nigdy wcześniej nie poznała jego kolegów. Nigdzie jej z nimi nie zabierał, mimo, że mieli wspaniałe relacje. Darek nie chciał, by któryś złamał jej serce. Zawsze powtarzał, że jest jeszcze na to za młoda, że ma swoje towarzystwo.
-Nie no, luz. A skąd ta nagła zmiana zdania? Nigdy nie...
-Oj, Tamara. Drążysz. Dorosłaś, jesteś już kobietą. Masz w głowie poukładane....
Łukasz wybuchł śmiechem.
Tamara zjechała go zabójczym wzrokiem.
Nagle auto się zatrzymało. Łukasz pożegnał się i wysiadł, a dwójka rodzeństwa pojechali dalej.

-Twoja siostra jest?- spytał brązowowłosy kolega Darka.
-Tak. Przebiera się... Wiesz jak to kobiety- westchnął młody mężczyzna.
Obaj czekali na Tamarę na sali, przy bieżniach.
-Jest ładna?
Darek zmierzył przyjaciela zabójczym wzrokiem.
-Jest nieziemska, ale nie dla psa kiełbasa. Stary, to moja siostra. Wara od niej!
-Dobra- kolega Darka wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Nagle na salę weszła Tamara. Miała na sobie krótkie spodenki, podkreślające jej okrągłe pośladki, krótką koszulkę, odsłaniająca jej wysportowane ramiona i brzuch.
Długie, blond włosy miała związane w wysokiego kucyka.
Spojrzała na brata i jego znajomego i wytrzeszczyła oczy. On również.
To był ten chłopak, który uratował ją wczoraj.
-Tami, to jest Piotrek. Piotrek, to moja siostra- powiedział Darek.
-Tak, zna...
-Miło mi cię poznać- przerwała mu, patrząc w jego piwne oczy.
-Och, zapomniałem wziąć wody, zaraz wrócę- powiedział Darek i wyszedł z sali, zostawiając przyjaciela z siostrą.
-Co ty tutaj robisz?!- pisnęła Tamara.
-nie wiedziałem, że to będziesz ty!- syknął brunet.
Tamara zmarszczyła brwi.
-Ani mi się waż powiedzieć mojemu bratu o wczorajszej sytuacji!
-Boisz się?- spytał z szerokim uśmiechem młody mężczyzna.- Jak bluza? Wygodna? Ciepło ci było?- zaśmiał się.
-Już cię nie lubię...- westchnęła Tamara i weszła na bieżnię.- A bluzę oddam ci... Kiedyś. W sumie to dzisiaj. O 15. Przy dworcu. Nie chcę mieć nic twojego w swojej szafie.
-Dlaczego taka jesteś?- spytał poważnie.
-Jaka?
-Oschła... Wczoraj taka nie byłaś.
-Słuchaj. Wyjaśnijmy sobie jedno- zaczęła.- Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz. Więc milcz. Jesteś przyjacielem mojego brata... Biorąc cię tutaj, najwidoczniej chciał, bym cię zaakceptowała, chce pokazać mi kawałek swojego życia. Jest moim bratem, mam z nim dobre relacje, ale to nie znaczy, że polubię jego znajomych, więc nie próbuj na siłę mi się przypodobać. Jasne?
-Jak słońce- wyszczerzył zęby w uśmiechu i wszedł na bieżnię obok Tamary. Zaczęli ćwiczenia.
 

 
Długonoga, wysportowana blondynka stała przed lustrem, przymierzając nową sukienkę.
-Wyglądasz rewelacyjnie- powiedziała szczupła brunetka, siedząca na wysokim łóżku.
-Dzięki.
Tamara, bo tak miała na imię blondynka pochodziła z bogatej rodziny, której firma kosmetyczna wspaniale prosperowała i przynosiła dobre zyski. Dziewczyna miała wszystko czego potrzebowała. Rodzice pozwalali jej na wszystko, lecz wbrew pozorom wyrosła na inteligentną i dobrą dziewczynę. Pomagała innym, angażowała się w każdą słuszną sprawę. Była bardzo ładna. Nie była bardzo wysoka, lecz miała długie nogi, była szczupła, wysportowana, jej długie blond włosy sięgały do połowy ud. Miała starszego i młodszego brata, jak i siostrę niemowlaka. Sama miała 18 lat, jej starszy brat 25, młodszy 16, a siostra zaledwie 4 miesiące.
Byli szczęśliwą rodziną. Bardzo się kochali. Zawsze sobie pomagali.
Tamara miała także jedną najlepszą przyjaciółkę Izę. Mimo, iż blondynka była z bogatej rodziny, w szkole nie zyskała sympatii rówieśników. Kiedyś była cichą, szarą myszką, która przychodziła ze szkoły do domu i płakała w poduszkę. Teraz? Teraz jest przepiękną, silną kobietą, która nie da sobie w kaszę dmuchać, wie czego chce i do tego dąży.
Jej życie miłosne? Miała różne przygody z płcią przeciwną. Nie miała problemów ze znalezieniem sobie chłopaka, lecz wolała być sama. Wolała się bawić facetami, korzystać z życia na całego. Nigdy nie angażowała się w coś za dużo. Po prostu nie chciała.
-Na dzisiejszej imprezie ma być podobno Damian- powiedziała Iza.
-I co?- uśmiechnęła się Tamara.
-Jak to co? Nie chcesz z nim nic?
-Kobieto... Wiesz dobrze, jaka jestem...
-Czyli jest wolny?- brunetka zaśmiała się.
-Izi! Masz już swój cel i się go trzymaj.
-Wieeem. Spokojnie, za miesiąc będzie kolejny.
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem.
-Tami?
-Tak?
-Mam wrażenie, że staję się zwykłą suką- powiedziała poważnie Iza.
-Przestań! Na tą całą miłość jeszcze przyjdzie czas, a teraz baw się. Tylko żebym nie została ciocią.
Tamara uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki, podeszła do niej, wzięła ją za rękę i pociągnęła.
-Moja mama wzięła auto, ale jest Darek, może on mi pożyczy swoje. Chodź!

Przyjaciółki zeszły do kuchni, gdzie stał przy wysepce półnagi, wysportowany wysoki blondyn o niebieskich oczach.
-Siema brat!- rzuciła Tamara, podchodząc do półeczki, gdzie trzymano wszystkie klucze. Wzięła do ręki klucze od brata auta i spojrzała na niego.
-Odziałbyś się, a nie latasz po domu półnagi- dziewczyna wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
-Śmieszne...
-A tak w ogóle to biorę twoje auta na imprezę...
-Dobra, zatankowany jest do pełna, a... I uważaj, dopiero co go umyłem- powiedział z uśmiechem Darek.
-Jutro zobaczysz go w stanie nienaruszonym.
-Ja już znam te twoje stany nienaruszone.
Tamara spojrzała na Izę. Wymieniły spojrzenia i wybuchły śmiechem.
-Eja, co to za skrzynka?- spytała Tamara brata, podchodząc do blatu i chcąc dotknąć czarnej skrzynki.
-Oj, bo po łapach!- syknął młody mężczyzna, łapiąc siostrę za rękę.- Idźcie już, bawcie się dobrze- powiedział ostro.
Tamara uniosła brwi.
Jeszcze nigdy nie widziała go takiego.
Wzruszyła ramionami i wraz z przyjaciółką poszły się bawić.

Po godzinie dziewczyny bawiły się w jednym z prestiżowych klubów w centrum miasta.
Tamara dostrzegła w nim jednego przystojnego chłopaka. Zaczęła z nim tańczyć, była po kilku drinkach, po czym wyszli razem na zewnątrz. Chłopak zaciągnął ją w ciemną uliczkę. Przez chwilę nie robili nic, poza całowaniem, co Tamarze odpowiadało.
-Co robisz?- spytała, gdy chłopak zaczął wkładać rękę pod majtki dziewczyny. Odepchnęła jego rękę.
-Nie mów, że nie chcesz.
Dziewczyna momentalnie wytrzeźwiała.
-Zostaw mnie!- warknęła, lecz chłopak kontynuował.
-Zostaw!- krzyknęła jeszcze raz.
Nagle ktoś odepchnął chłopaka od niej. Widziała tylko plecy wybawiciela.
-Spadaj stąd leszczu!- krzyknął nieznajomy.
Chłopak zerwał się na równe nogi i pobiegł przed siebie.
-Dzięki... Poradziłabym sobie- powiedziała do nieznajomego, gdy ten odwrócił się.
Do światła zobaczyła jego brązowe włosy i piwne oczy. Był wysoki i wysportowany.
-Nie sądzę... Nic ci nie jest?- spytał.
-Wszystko jest okej.
-Powinnaś bardziej uważać. Jak sądzę, był to nieznajomy. Mama nie nauczyła, że nie wychodzi się z imprezy z nieznajomym?- uśmiechną się, patrząc na jej podciągniętą do pasa sukienkę.
-Taaa...- spojrzała na niego podejrzanie.
Młody mężczyzna się zaśmiał.
-Spokojnie, nic ci nie zrobię. Jestem Piotrek- wyciągnął do niej rękę.
-A ja Tamara- powiedziała, jedną rękę podając nowo poznanemu mężczyźnie, a drugą poprawiając sukienkę.
Brunet wzdrygnął się i ściągną z siebie bluzę, zakładając ją dziewczynie.
-Następnym razem uważaj- uśmiechną się szeroko, odwrócił się i poszedł przed siebie.
-Zaczekaj...!- krzyknęła Tamara, lecz on zniknął tuz za rogiem.- Świetnie! A bluza?!- pisnęła do siebie cicho.
Westchnęła i poszła przed klub, by zadzwonić po Izę i wrócić do domu.
 

 
Hej wszystkim! Dawno mnie tu nie było xD Aż 246 dni... :O Cóż... Dużo się u mnie działo i moja pasja spadła na najniższy szczebel drabiny. Ale wróciłam! Z nowymi pomysłami Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Zabieram się za pisanie, miłej niedzieli kochani!
 

 
Rozdział 10.
-Dawid, jestem tu od miesiąca i jedyne, czego się nauczyłam, to zwiewać przed Marcinem, który rzuca we mnie nożami na treningu- powiedziała Matylda.
-Spokojnie, najpierw podstawy, nie wiemy, co możesz zrobić.
Matylda spojrzała na Dawida.
-Okej, od dziś, ja będę odpowiedzialny za twój trening. Będziesz jeszcze błagać, żeby twoim nauczycielem dalej był Marcin.
Chłopak uśmiechnął się i poszedł przed siebie. Młoda wampirzyca, wytrzeszczyła oczy.
"Nie może być tak źle..."- pomyślała.
"A jednak może".
Matylda leżała na podłodze. Dawid stał nad nią i się śmiał.
-Nic ci nie jest?- spytał.
-Nie!- syknęła i podniosła się z podłogi.
-Odpocznij- powiedział.- A poza tym, mamy dużo do nadrobienia. Przyznam, że wyznaczenie Marcina na twojego trenera, nie było zbyt mądre. Ale ja nie miałem czasu. A nikt inny nie był chętny, trenowania na wpół wampira i na wpół czarownicy.
-No coś ty... Wyznaczenie mi 50-letniego staruszka z jednym okiem i parkinsonem, było całkiem spoko!- zjechała go wzrokiem.- A tak poza tym, widziałeś może dzisiaj Brygidę i Jessice?
-Jessica od rana przygotowuje się do przemiany, jest z nią Brygida i Alan.
-Alan... Polubili sie z Jessicą. Jesteś pewny, że Brygida da sobie radę z nimi? W końcu Alan jest wieloletnim wilkołakiem, a Jessice nie brak siły.
-Spokojnie, wysłałem tam mojego brata. Bri jest silna, ale nigdy nie próbowała zaklęć na dwoje wilkołaków.
-Racja.
Już mięli zacząć znów trening, gdy zadzwonił telefon Matyldy.
Odebrała.
-Że co?! Zaraz tam będziemy- powiedziała i rozłączyła się.
-Co jest?- spytał Dawid.
-Mamy problem...
Gdy Matylda i Dawid przyjechali do jaskini na starym cmentarzu, zobaczyli niedaleko dwa wilkołaki, Ivana, Brygidę i kilkanaście innych wampirów.
-To złe wampiry?- spytała dziewczyna.
-Tak. Schowaj się- odpowiedział i ruszył do ataku.
-Ty chyba kpisz- syknęła pod nosem Matylda i ruszyła za Dawidem.
Nagle przed nią wyrósł wysoki, napakowany mężczyzna. Miał czerwone ślepia, kły wysunięte, a na jego czole, było widać żyły i naczynka.
Serce Matyldy zaczęło mocniej bić.
Co ma teraz robić? Uciekać? Stać? Walczyć z nim?
Dziewczyna poczuła metaliczny smak krwi w ustach.
Kły!
Nagle wampiry rzucił się na Matyldę. Dziewczyna odruchowo wyciągnęła rękę przed siebie i zamknęła oczy.
Nic.
Czy ból był tak silny, że nic nie poczuła? Czy to możliwe?
Otworzyła oczy.
Przed nią leżał wampir, który ja zaatakował.
Z jej ręki wydobywało się niebieskie światło. Nagle, z chwilą, gdy Matylda była wściekła, zrobiło się czerwone, po czym zgasło.
Spojrzała na przerażone miny wrogów.
Oni zaś zerwali się i uciekli.
-Brawo, właśnie utworzyłaś swoją pierwszą tarczę ochronną.- powiedziała Brygida dysząc.
-Tylko dlaczego stała się czerwona?- spytał wysoki, wysportowany ciemnowłosy chłopak. To był Alan. Widziała go dopiero 3 raz.
-Alan, nie wiesz wszystkiego...- dodała Jessica.
-Tarcza zrobiła się czerwona, ponieważ byłaś wściekła. Ciemność, Matyldo, ciemność się o ciebie upomina. Za każdym razem, gdy jesteś wściekła, a użyjesz mocy, będziesz o krok w ciemności- powiedziała Brygida.
-Nie rozumiem- rzekł Alan.
-Po drodze do organizacji, opowiem ci wszystko- stwierdził Dawid.
Było późno. Matylda szła korytarzem, oświetlonym przez kilka małych lampek na ścianach.
-Matyldo- usłyszała za sobą znajomy głos.- Chciałbym z tobą porozmawiać.
To był Ivan.
-Hej. Słucham cię- uśmiechnęła się.
-Słuchaj... Wiem, że nasza znajomość nie zaczęła się zbyt pięknie.
-Tak, masz rację, nie wiem czemu, nie podpadłeś mi do gustu, ale jest już okej.
-Nie. Nie jest już okej. Słuchaj... Od początku mi się podobasz. Starałem się być zawsze przy tobie, ale nie wychodziło mi to. Zawsze zamiast mnie, był mój brat.
-Ale mnie z nim nic nie łączy, to kolega.
-Widzę jak na ciebie patrzy i jak ty na niego! Odchodzę. Wysyłają mnie do organizacji na drugim końcu świata.
Matyldo, nie będę się pchać do twojego serca, jak tam dla mnie miejsca nie ma, ale wiedz, że cię kocham.
Ivan przybliżył się Matyldy i ją pocałował.
Serce podeszło jej do gardła. Czuła jego perfumy, czuła zapach drzewka, stojącego na stoliku obok drzwi do jej pokoju. Słyszała jak w parku własnie dziewczyna zerwała z chłopakiem, słyszała płacz małego dziecka, słyszała rozpacz młodej dziewczyny, u której zdiagnozowali raka. Słyszała wiele innych nieprzyjemnych odgłosów.
Nagle Ivan oderwał usta od jej ust i poszedł szybkim krokiem przez korytarz.
Dziewczyna stała oparta o ścianę. Nie wiedziała co ma robić.
Weszła do pokoju i położyła się na łóżku.
"Nie wiedziałam, że on... Że on coś do mnie czuje"- była zszokowana tym, co usłyszała.
 

 
Rozdział 9.

-Matylda, proszę cię... Wyjdź! Od dwóch tygodni nie wychodzisz, nie jesz...- powiedziała Brygida, stojąc pod drzwiami pokoju Matyldy.
Odkąd dziewczyna dowiedziała się, że jest wampirem i jej rodzina zginęła, zamknęła sie w swoim pokoju, prawie nic nie jadała, nie wychodziła.
-Dalej nic?- spytał Dawid, gdy Brygida weszła do salonu.
-Nic... Siedzi, nie odzywa się...
-I nie piła krwi- dodała Jessica.
-Co?! Nie piła?! Musi!- krzyknął Dawid.- Zostawić was samych z nowym wampirem... Ona może umrzeć!- warknął i rzucił się biegiem do pokoju Matyldy.
-Przecież jest wampirem... Nie może umrzeć- powiedziała wilczyca.
-Może- Brygida wytrzeszczyła oczy.- Kompletnie o tym zapomniałam! Jeśli wampir nie dostanie krwi, nie przejdzie przemiany to może umrzeć!

-Matylda! Otwórz- Dawid zapukał do drzwi.
-Nie. Idź stąd!
-Porozmawiaj ze mną. Nie wiesz wszystkiego! Prosze cię o chwilkę rozmowy.
Matylda otworzyła niechętnie drzwi.
Wyszła z pokoju. Była cała blada, pod oczami miała cienie, z przemęczenia i nieprzespanych nocy. Zeszczuplała, jej kości policzkowe stały się jeszcze bardziej widoczne, a oczy straciły swój cały urok. Włosy miała nieuczesane.
-Wejdź.
Dawid wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
-Powinnaś coś zjeść, napić się krwi.
-Krwi? Nie, nie chcę. Nie mam ochoty. -Jak to?- spytał Dawid.- Powinnaś szaleć za krwią. dwa tygodnie to...
-Ale jej nie chcę- przerwała mu.- Mów, to co masz powiedzieć, bo chcę wrócić do użalania sie nad sobą i myślenia o mojej rodzinie. Nie zasłużyli na to by umrzeć.
-Matyldo, nie wiesz wszystkiego...
-To mi wytłumacz!- krzyknęła, a jej oczy zrobiły się czerwone. W ustach poczuła metaliczny smak krwi. Jej kły się wysunęły.
-Spokojnie... Twoi rodzice nie byli normalni.
Matylda uniosła brew.
-Twój ojciec był wampirem, a twoja matka czarownicą. A twoja zaś siostra... Była twoja przyrodnia siostrą i czarownicą.
Starszyźnie nie podobało się to, że wampir ożenił się z czarownicą. Po 6 latach przeszkadzało to im dużo bardziej niż kiedyś. Gdy twoja moc ujawniła się i robiła problemy, Starszyzna rozkazała cię zlikwidować. Twoi rodzice zabrali ciebie, twoją siostrę i uciekli.
-Co?!- pisnęła.
Matylda spojrzała na wampira. Jego oczy były piękne i tajemnicze.
-To nie wszystko?- spytała.- Powiedz mi wszystko, proszę. Chcę wiedzieć.
-Eh... Tylko wysłuchaj mnie do końca.
Wampirzyca skinęła głową.
-Twoja matka nie była zwykłą czarownicą. Są dwa rodzaje wampirów, dobre i złe. Tak jest i z czarownicami. Twoja mama była... Najwyższą złą czarownicą.
-Co?! Czyli... Eja, chwila, jaka moja moc?
-Nie wiem... To znaczy, masz moc tą, co wszystkie wampiry, ale jako, że jesteś w połowie czarownicą, masz w sobie moc czarownicy. Tylko problem w tym, że nie wiem, jaką... Odkąd cie uratowałem, czytałem różne książki, dowiedziałem się dużo, narażałem życie.
-Przecież jesteś wampirem.
-Mimo wszystko... Po kolei moja droga. Muszę ci wyjaśnić wszystko, bo musisz unikać szkoły Magi.
-Szkoły? Czy to taki duży budynek, podobny do zamku?- pytała Matylda, kuląc się.
-Taak... Byłaś tam?!
-No, tak... Po książki, z Bri.
-A więc to wy... Zrobiłyście niezłe zamieszanie.
-To chwila! Skoro nie uczysz sie w szkole, czy tam co tam robią, to dla kogo działasz? Bo chyba musisz, prawda?
-A wiec tak... Pracuję dla organizacji, która pomaga takim osobom jak ty, czy twoi rodzice. Organizacja ta nazywa się Protection, czyli ochrona.
-Tak, wiem, uczę sie angielskiego.
Dawid skarcił ją wzrokiem.
-Ja i mój brat, należymy do niej od kilkuset lat. Znałem twojego ojca i poznałem twoją matkę, chodź nie było to wskazane. Ciemna strona ma swoje organizacje i sprawy, które nas nie dotyczą. Jednak twoi rodzice pobierając się, rozpoczęli wieczną walkę.
-Walkę? O co?
-Raczej o kogo... O ciebie, Matyldo. Teraz musisz szczególnie uważać. Przez kilkanaście lat, byłaś obserwowana przez naszą organizację, jak i przez organizację zła i Szkołę Magi. Teraz, gdy twoja moc się ujawniła, dobro i zło będą o ciebie walczyć.
Dawid spojrzał na Matyldę. Była przerażona.
-Czemu?- wychrypiała.
-To proste. Twoi rodzice stworzyli istną broń. Matyldo, jesteś pół wampirem, pół czarownicą. Nie wiemy do czego będziesz zdolna. Słuchaj, w tobie też będzie się toczyć walka. Twoja ciemna strona będzie chciała przejąć władzę nad dobrem. Chociaż chyba już powoli przyjmuje- spojrzał na dziewczynę.
Matylda zmarszczyła brwi i uderzyła go w ramię.
-No właśnie... Nie wiem, co zamierza zrobisz Starszyzna, jeśli cię znajdzie, ale to nie będzie fajne... Ostatnia taka istota... Nieważne.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
-Co sie stało z tą istotą?- spytała niepewnie.
-Dowiesz sie w swoim czasie. A teraz, masz jakieś do mnie pytania? Pytaj o co chcesz, odpowiem.
Wampirzyca zamyśliła się.
-Czy jeśli będąc pół wampirem, pół czarownicą, jestem nadal nieśmiertelna? Czy mogę ci zaufać? Czy wasza organizacja obejmuje tez Brygidę i Jessicę? Co będzie dalej? I ile masz dokładnie lat?
-Tak, w pełni, tak, zamieszkacie w naszej organizacji, mamy specjalne lokum .A mam dokładnie 349 lat.
Matylda wytrzeszczyła oczy.
-Okej...- powiedziała.
 

 
Rozdział 8.
- Hej, Dawid - powiedziała Matylda do telefonu.
- Mati, cześć. Wszystko dobrze? - spytał.
- Tak... Tylko... Nie dam rady się dzisiaj z tobą spotkać.
- Aaaa... Okej - odpowiedział po chwili milczenia.
- Przepraszam cię, coś mi wypadło, może zobaczymy się jutro?
- No dobrze, nie ma problemu.
- Do zobaczenia - powiedziała, wyłączyła się, rzucając telefon na łóżko.
Poszła do salonu.
- Znalazłaś coś? - spytała niewyraźnie. Przez kły, nie mogła normalnie mówić.
- Chyba tak - odpowiedziała Brygida. - W jednej z ksiąg, znalazłam wzmiankę o pierścieniu, który pozwala wampirom chodzić w świetle dnia. Tylko... Pierścień musi być srebrny... - A wampiry nie są fanami srebra, rozumiem - dokończyła Matylda.
Spojrzała na rysunek pierścienia w książce Brygidy.
- Eja! Ten pierścień...
Zerwała się i popędziła do swojego pokoju. Po chwili wróciła znów do salonu. W ręce trzymała srebrny pierścień.
- Skąd go masz?! - spytała zaskoczona Jessica.
- Nie wiem... Nie pamiętam - odpowiedziała wampirzyca.
- To czyste srebro... Czemu nic ci nie jest?
- Nie wiem! - syknęła.
- Załóż, zobaczymy, czy działa - popędziła Matyldę Jessica.
Matylda podeszła do zasłoniętego okna. Brygida i wilczyca stanęły po obu jego stronach, by za chwilę odsłonić zasłony.
Matylda westchnęła, założyła pierścień i zamknęła oczy.
Poczuła ciepłe promienie słońca wpadające przez szybę na jej ciało. Po chwili otworzyła szeroko i gwałtownie oczy.
- Co jest? - spytała zdziwiona Brygida.
- Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha - dodała Jessica.
- Dawid... - wyszeptała. Spojrzała na zdziwione miny swoich przyjaciółek.- Wiedziałam, że skądś go znam! On jest wampirem!
- Co?! - wykrzyknęły jej przyjaciółki.
- Tak... Gdy założyłam pierścień, miałam tak jakby wizję... Mówiłam, że nie pamiętam nic z czasów przed moim pojawieniem się w domu dziecka. Teraz już pamiętam wszystko. Jechałam z moimi rodzicami i z moją starszą siostrą autem, była zima. Wpadliśmy w poślizg. Uderzyliśmy w ciężarówkę, która jechała z przeciwnej strony. Gdyby nie Dawid, zostałabym w aucie i dawno nie żyła. Gdy byłam w bezpiecznym miejscu, auto wybuchło. Miałam wtedy 6 lat- po policzku Matyldy, popłynęły dwie łzy.- To on dał mi ten pierścień.
Dziewczyna rozpłakała się.
- Zadzwonię do Dawida - powiedziała cicho Jessica, a Brygida przytuliła Matyldę.
Wampirzyca siedziała przy lustrze i wpatrywała się w swoje odbicie. Oczy wciąż miała czerwone, a kły wysunięte.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - powiedziała.
Do pokoju wszedł Dawid.
Matylda odwróciła się do niego i spiorunowała go wzrokiem. Podszedł i kucnął przy niej.
- Maty... - zaczął.
- Wiedziałeś. Wiedziałeś, że taka będę. Dlaczego mi nie powiedziałeś?! Dlaczego mi nie powiedziałeś, że uratowałeś mnie z wypadku?! - warknęła.
- A uwierzyłabyś mi? - spytał opanowanym tonem.
Zapanowała cisza.
Dawid wstał i wyciągnął fiolkę z niebieską cieczą. Podał jej.
- Co to? - pytała.
- Pomoże ci.
Matylda wzięła od niego fiolkę, odkręciła ją i wypiła. Po chwili spojrzała do lustra. Wyglądała już normalnie. Jej oczy były duże i zielone, a zęby białe i równe.
- Dzięki - wyszeptała.
Wstała z krzesła i przytuliła się do niego.
- Dzięki za uratowanie życia- powiedziała. Po jej policzku znów popłynęła łza.
- Nie płacz - spojrzał jej w oczy i otarł jej łzę z policzka.- Nie płacz.
 

 
Rozdział 7.

Minęły 2 tygodnie od urodzin Matyldy. Po długich namowach swoich przyjaciółek, dziewczyna postanowiła, że zacznie spotykać się z Dawidem. Lubiła go. Polubiła nawet jego brata. W końcu zaczynała być szczęśliwa.
-Cześć dziewczyny- powiedziała Jessica, podchodząc do swoich przyjaciółek, które siedziały na ławce w parku.
-No w końcu!- syknęła Brygida.
-Ileż można na ciebie czekać?! Kobieto, jest zimno!- warknęła Matylda.
-Sorki, wyszłam rano, musiałam coś załatwić.
-Co takiego?
-Nic już. Zaraz się rozgrzejecie. Chodźcie, zanim przemienię się na ulicy.
Słońce powoli zachodziło. Lampy na ulicach zaczęły świecić. Przyjaciółki zaczęły biegnąć na stary cmentarz, gdzie Jessica miała przejść swoją drugą przemianę.
-Co to jest?!- wysapała Brygida, gdy dziewczyny weszły do jaskini.
Było w niej dość jasno. Na ścianach płonęły pochodnie.
Na ich widok, Matyldę przeszły ciarki. Nie lubiła ognia, no chyba, że w kominku. Do litych skał w jaskini były przymocowane potężne łańcuchy, a na środku stała potężna klatka.
-Teraz już wiecie, co musiałam załatwić- powiedziała Jessica.
-Niczym "50 twarzy Greya"- wypaliła Matylda.
-Tylko brak faceta- dodała Brygida ze śmiechem.
Jessica skarciła je wzrokiem.
-To nie jest śmieszne!- wilczyca krzyknęła i zgięła się w pół. Po chwili wyprostowała się. Jej oczy były już całe niebieskie.- Szybko, pomóżcie mi!
Jessica weszła do klatki, związując siebie łańcuchami. Matylda i Brygida pomogły jej.
-Czekamy na ciebie na górze, barbie- powiedziała czarownica i wraz z Matyldą wyszły z jaskini, zamykając za sobą kratę.- A to tak na wszelki wypadek- dodała i rzuciła zaklęcie na kraty.

Dziewczyny siedziały na murku dobre trzy godziny.
-Ja tu zamarzam!- warknęła Matylda.
-Czar na ciebie nie zadziałał?- spytała Brygida.
-Najwidoczniej.
-Ale przecież... Jesteś zwykłym człowiekiem. Powinno za...
Czarownica nie dokończyła, bo Matylda zamknęła jej usta swoją dłonią.
-Cicho... Ktoś tutaj jest- powiedziała.
-Przecież ja nic nie słyszę- odpowiedziała cicho Brygida.
Matylda odwróciła się natychmiast. Zmrużyła oczy i zobaczyła jakąś postać w głębi lasu. W mroku.
-No bez jaj...- syknęła i przechyliła głowę delikatnie na lewo.
Po chwili zobaczyła, że postać o czerwonych oczach, rusza prosto na nie.
Nagle przed nią stanęła Brygida z wyciągniętą przed siebie ręką.
Mężczyzna o czerwonych oczach, odbił się od tarczy, którą utworzyła czarownica.
-Uciekamy!- krzyknęła i wraz z Matyldą popędziły wgłąb cmentarza.

-Stój!- krzyknęła Matylda i opadła na ziemię.
-Matylda! Co z tobą?!- przyjaciółka podbiegła do niej.
-Źle się czuję...- odpowiedziała cicho.
-Znowu?!- Brygida porozglądała się dookoła.- Wstawaj mała. Musimy uciekać!
-Już nas nikt nie...- powiedziała i opadła z sił.
-No pięknie! Matylda! Mati! I co ja mam z tobą teraz zrobić?!
Brygida podniosła się z ziemi i rzuciła zaklęcie na Matyldę, która po chwili unosiła się metr nad ziemią.
-Jeszcze tylko Jessica i spadamy do domu...
Nagle rozległ się dzwonek komórki Matyldy. Brygida wyciągnęła z kieszeni kurtki przyjaciółki jej telefon i odebrała.
-Dawid... Słuchaj, Matylda nie może teraz rozmawiać. Zadzwoń jutro.
-Ale co się dzieje?
-Eh, ciężka noc... Rozumiesz, pełnia...
-Dobrze, nie przeszkadzam, cześć.
Czarownica rozłączyła się.
-Jeszcze tylko Jessica i do domku, moje panny- powiedziała do siebie.

Był ranek. Matylda otworzyła oczy. Czuła się dziwnie. Leżała u siebie na łóżku, okna i drzwi były zamknięte, a ona doskonale słyszała, co ludzie mówią na ulicy, pod blokiem.
Uniosła się na łokciu.
-Dalej śpi?- spytał znajomy głos.
"Dziwne"- pomyślała.
Doskonale słyszała jak Jessica i Brygida rozmawiają w kuchni. Słyszała je tak, jakby przy nich stała.
-Tak. Coś jest z nią nie tak...- usłyszała Brygidę.
Zmarszczyła brwi i porozglądała się po pokoju. Z jej wzrokiem też było coś nie tak. Widziała wszystko dużo wyraźniej, ostrzej. Jej kwiatowa pościel miała teraz bardziej wyraziste kolory.
Nagle w ustak poczuła metaliczny smak. To była krew. Tylko skąd?
Wstała z łóżka, podeszła do lustra, otworzyła usta, spojrzała na siebie i o mało nie osunęła się na ziemię. Jej puls przyśpieszył. Oczy miała duże i czerwone, a z jej dziąseł wyrastały kły, jak u wampira.
Wybiegła z pokoju z krzykiem.
-Co jest?- spytała Jessica, a gdy ją zobaczyła, wytrzeszczyła oczy. Tak jak i Brygida.
-Jesteś...
-Potworem! Jestem potworem!
-Spokojnie. Bez paniki- uspokajała ją Jessica.
Matylda uderzyła ręką w ścianę.
-Pomóżcie mi to wyłączyć! Jak ja wyjdę na ulicę, do szkoły? Jak ja się pokażę Dawidowi?! Kobieto! Miałam się z nim dzisiaj zobaczyć.
-A skoro o nim mowa, to dzwonił wczoraj...- powiedziała Brygida.
Matylda spiorunowała ją wzrokiem.
-Świetnie!- warknęła. Poszła w stronę salonu, gdy nagle zaczęła krzyczeć. Weszła w niewielki promień słońca, który wypalił na jej dłoni skórę.
Brygida podbiegła do niej i natychmiast zasłoniła zasłony na oknie.
Dziewczyny patrzyły na ranę Matyldy, która natychmiast zniknęła.
Dziewczyna spojrzała na czarownicę i wilczycę błagalnym wzrokiem, po czym spuściła głowę w dół. Jej długie włosy, zakryły jej twarz.
-Pomóżcie mi- powiedziała cicho.- Nie chcę być taka do końca życia...
-Kochanie, jeśli jesteś wampirem, a wszystko na to wskazuje, to jesteś nieśmiertelna.
-Jessica! Nie pomagasz!- skarciła ją Brygida.- Zobaczę do ksiąg, może cos tam znajdę. Oby tylko...
  • awatar Paulai: @Zakira Luna: Okej, wezmę te rady do serca, a jak to w praktyce wyjdzie, to się zobaczy :)
  • awatar Zakira Luna: Ogólnie Ok, tylko moim zdaniem z deczka troszkę za mało opisów, co do ilości dialogów :P 50 twarzy greya, hm... :D Błędów jako takich nie znalazłam, no może poza tym, że moim skromnym zdaniem nadużywasz troszkę imion bohaterów, poszukaj innych zwrotów, nie zawsze trzeba powiedzieć Jessica żeby było wiadomo o kogo chodzi ;) Czekam na więcej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No siemka! Taka mała info. https://www.facebook.com/Paulai-428132330721565/timeline/?ref=aymt_homepage_panel To jest moja strona na fb, więc wbijajcie jeśli chcecie. Na razie zaczynam tam od "Pełni", ale będzie tam tego dużo więcej. To tam będę dodawała róże informacje na temat bloga, tutaj będą tylko opowiadania, kochani. Więc do zobaczenia w weekend Trzymajcie się ciepło
 

 
Rozdział 6.

-Co ty tutaj robisz?- spytała Matylda, wchodząc do kuchni.
Dawid stał przy blacie. Na sobie miał tylko dżinsy. W ręku trzymał nóż, którym kroił marchewkę.
Młody mężczyzna spojrzał na nią i uśmiechną się pod nosem.
-Nie chciałaś być sama. Poprosiłaś mnie, żebym został. Nie pamiętasz?
Dziewczyna uniosła jedną brew. Nagle jej oczy rozszerzyły się.
Dawid spojrzał na nią i zaśmiał się.
-Spokojnie, spałem w salonie.
Matylda westchnęła.
-Jeju! Jak mnie głowa boli...
-Po takiej grubej imprezie, nie dziwię się- Dawid podszedł do niej ze szklanką jakiegoś napoju i wręczył jej.
-Co to?- spytała, patrząc niechętnie na czerwoną, gęstą ciecz.
-Sok pomidorowy. Pomaga na kaca.
-Ohyda!
-Jesteś już dużą dziewczynką. Pij, poczujesz się lepiej- powiedział i znów podszedł do blatu kuchennego i zaczął kroić marchewkę.
Matylda pociągnęła łyk soku i spojrzała na Dawida. Przyjrzała mu się dokładnie.
Gdy pierwszy raz, zobaczyła go, poczuła coś dziwnego. Młody mężczyzna wydał jej się bardzo znajomy. Dziś również. Miała dziwne przeczucie, że kiedyś go już widziała.
-Wszystko okej?- przerwał jej myśli.
Spojrzała na niego.
-Tak, czemu pytasz?
-Dziwnie się mi przyglądasz.
-Przepraszam... Może to głupie, ale czuję... Czuję jakbyśmy się kiedyś już widzieli- spojrzała mu w oczy.
Teraz jego brązowe oczy, były duże i okrągłe. Po chwili opuścił wzrok w dół.
Nastała głucha cisza.
-Może widziałam kogoś podobnego do ciebie na mieście- powiedziała i wypiła z niechęcią sok.
-Może...
-Co to będzie?- spytała, patrząc na patelnie, nastawioną na ogniu.
-Coś dobrego. Powinnaś zjeść pożywne śniadanie, po mocnej imprezie.
-Racja, mimo, że to moje urodziny... Niewiele pamiętam. Niestety. A tak w ogóle gdzie są dziewczyny?
-Nie mam pojęcia. Ale na pewno przenocowały u jakiejś koleżanki, czy coś.
-Aha, okej- uśmiechnęła się i zeszła z krzesła.- Idę się ogarnąć.
-Dobrze.

Dwie godziny później, gdy Matylda wzięła prysznic i zjadła z Dawidem śniadanie, chodziła po salonie, dzwoniąc ciągle do Brygidy i Jessicy.
-Znów nic!- warknęła Matylda i cisnęła telefonem o ścianę.
-Spokojnie!- krzyknął Dawid, zerwał się na nogi, podszedł do dziewczyny i przytulił ją.- Nic im nie jest. Na pewno zaraz tutaj...
Nie dokończył zdania, bo do mieszkania weszły Jessica i Brygida.
Obie wytrzeszczyły oczy na widok Dawida i Matyldy, przytulonych do siebie.
-Nie wiedziałam, że się tak to rozkręciło...
-A mówiła, żebyśmy przyszły później!- syknęła Jessica.
-Dziewczyny!- szatynka odskoczyła od blondyna i podbiegła do swoich przyjaciółek, tuląc się do nich.- Gdzie wy byłyście?!
-Musiałyśmy posprzątać po imprezie...- powiedziała Jessica.
-Dobra, ja już będę leciał. Cześć- powiedział Dawid, złapał do ręki skórzaną kurtkę i wyszedł z mieszkania.
Matylda spojrzała na swoje przyjaciółki groźnym wzrokiem.
-Nic was nie boli? Nie macie kaca?- spytała.
-Jestem wilkołakiem, a ona czarownicą... My możemy pić i nie upijemy się. Ale za to ty... Nieźle wczoraj zaszalałaś, że Dawid musiał cię wynosić na rękach.
-Wiem... Ale on nie wie, że ja wiem. Nie przyznałam mu się.
-Ty krejzolu- zaśmiała się Brygida.- Jesteś wredna dla małego Dawidka.
-Mówiłam wam, że już kiedyś go widziałam!
-Przeżywasz, kobieto- skwitowała Jessica.
Matylda zmarszczyła brwi.
-On coś przede mną ukrywa... A ja się dowiem co!- przeszła koło swoich przyjaciółek i dodała:- A tak w ogóle, to niezłą ma klatę- uśmiechnęła się na widok wyrzeźbionego ciała Dawida.
Jessica i Brygida spojrzały na siebie i pobiegły za Matyldą, ciągnąc ją do pokoju na łóżko.
-Masz nam tutaj zaraz wszystko opowiedzieć!- zażądały.
 

 
Rozdział 5.

Nadszedł w końcu ten upragniony dzień dla Matyldy. Nareszcie mogła znów zamieszkać ze swoimi przyjaciółkami. Już nawet pogodziła się z tym, że będzie siedziała z Ivanem, który ze swoim bratem bardzo działał jej na nerwy.
Dziewczyna teraz siedziała w swoim nowym pokoju, przy toaletce, szykując się na wyjście do klubu. Miała na sobie krótką, czarną, obcisłą sukienkę na ramiączkach, z głębokim dekoltem. Na nogach miała wysokie szpilki. Włosy rozpuszczone, kręcone, usta pomalowane na czerwono.
-Nasza hot 18-stka- uśmiechnęły się przyjaciółki, stojąc w drzwiach pokoju.
Matylda zaszczyciła je szerokim uśmiechem.
-To dla ciebie- powiedziała Brygida. Pokręciła dłonią i przed oczami Matyldy, w powietrzu zawisła mała torebeczka.
-Widzę, że księgi się przydały, dziękuję- odpowiedziała i wzięła prezent do ręki.
W torebeczce była złota bransoletka ze znakiem nieskończoności. Matylda zauważyła, że jej przyjaciółki mają identyczne.
Szatynka wstała z krzesła, podeszła pewnym krokiem do swoich przyjaciółek i uściskała je, ze łzami w oczach.
-Nie płacz, głupia... Makijaż ci się rozmaże- powiedziała z uśmiechem Jessica.
-Chodźcie. Matylda nie może przecież spóźnić się na własne przyjęcie.
Dziewczyna wytrzeszczyła szeroko oczy.
"A mówiłam im..."- pomyślała.

-Wszystkiego najlepszego!- zawołali prawie wszyscy ze szkoły Matyldy. Byli nawet ci, których ona nie znała.
-Dziękuję- uśmiechnęła się niepewnie speszona dziewczyna.
Gdy wszyscy zajęli się sobą, Matylda odwróciła się do swoich przyjaciółek.
-Małe przyjęcie, mówiłam! A nie giga biba, niczym w "Projekcie X"!- pisnęła.
Impreza odbywała się w wynajętej willi.
Ciekawe jak za to zapłacicie?...- powiedziała lekko przerażonym głosem.
-Cisiaj! Osiemnastkę ma się raz w życiu! Nasze były huczne i twoja też będzie- odpowiedziała Jessica.- Chodź na parkiet.
-Wy idźcie, ja zaraz dołączę, chcę się napić soku.
Jessica i Brygida skinęły głowami i ruszyły w stronę tańczącego tłumu.
Matylda zaś skierowała się ku barowi.
Nalewała soku, gdy nagle stanął przy niej Dawid.
-Wszystkiego najlepszego- powiedział.
-Dzięki- odpowiedziała niepewnie dziewczyna.
-Niezła impreza. Nawet mój braciszek takiej nie miał, a uwierz mi, działo się.
-Proszę, bez szczegółów- uśmiechnęła się.
-Wiesz... Pierwszy raz widzę cię, gdy się uśmiechasz. Musisz robić to częściej- młody mężczyzna przybliżył się do Matyldy.- A prezent czeka na ciebie w domu- szepnął jej do ucha i odszedł.
Dziewczyna uniosła jedną brew. Wypiła sok, odłożyła szklankę i poszła tańczyć.
Polubiła Dawida. Był inny niż jego brat Ivan. Nie dlatego, że prezent od niego czekał na nią w domu, tylko za jego osobowość.

-Za twoje zdrowie!- krzyknęła Jessica, śmiejąc się. Trzy przyjaciółki wzięły kieliszki z wódką i wypiły.
Matyldzie kręciło się powoli w głowie, ale stwierdziła, że życie jest krótkie i chce się dziś upić.
Tańczyła, piła, śmiała się. Była szczęśliwa. Jak nigdy.
Widziała również Iwana na imprezie, ale nie zamienili ani słowa.
Za to z Dawidem wypiła kilka kieliszków wódki, tańczyła, wychodziła na zewnątrz.
Teraz stała przy jakimś chłopaku z maturalnej klasy, śmiejąc się, opierając o niego ramieniem.
Dawid widząc to, zmarszczył brwi i podszedł do niej.
-Przepraszam za nią- łypnął na wysokiego bruneta, wziął Matyldę na ręce, przerzucił ją przez ramię i skierował się do wyjścia.
-Gdzie z nią idziesz?- spytała już trzeźwa Jessica.
Dawid zmarszczył brwi.
-Ile wypiłaś? Powinnaś być w takim stanie jak twoja przyjaciółka- wypalił.
-Mam swoje sposoby... Gdzie ją zabierasz?
-Do domu. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować.
Jessica skinęła głową, podając mu do ręki klucze do domu.

-Puść mnie, jestem w stanie sama zajść do domu- wychrypiała Matylda.
Gdy Dawid doszedł do drzwi mieszkania, postawił dziewczynę na nogach i wręczył jej do ręki buty, które ściągnęła u niego w aucie.
Młody mężczyzna otworzył szeroko drzwi.
-Proszę...- powiedział.
-Zapraszam- wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Gdy tylko Matylda zrobiła krok, zachwiała się i poleciała w ramiona blondyna.
-Mocno dziś zabalowałaś- zaśmiał się.
Wszedł z Matyldą do mieszkania, następnie do jej pokoju i położył ją na łóżku.
-Głowa mi zaraz eksploduje- syknęła na pół śpiąco.
-Zaraz przyniosę ci coś do picia.
Matylda przez drogę z jednego końca miasta na drugi, zdążyła trochę wytrzeźwieć.
Po chwili przy jej łóżku znów pojawił się Dawid. Podał jej szklankę z wodą.
Wypiła duszkiem jej zawartość i oddała mu szklankę.
Dawid uniósł brwi. Spojrzał na znamię na obojczyku Matyldy w kształcie półksiężyca i znów zmarszczył brwi.
-Co to?- spytał.
-A... To mam od urodzenia. Da się zatuszować podkładem i pudrem. Wtedy tego tak nie widać- odpowiedziała sennie.
-Czemu to zakrywasz? To coś pięknego. Jesteś przez to wyjątkowa... Nie powinnaś tego ukrywać...
Widząc jej znużenie, uśmiechnął się i ucalowal przyjacielsko w czoło.
-Dobranoc- powiedział i skierował się ku drzwiom.
-Dawid- zatrzymała go.
-Tak?
-Zostań w domu. Poczekaj aż wrócą Brygida i Jessica. Nie chcę być sama.
-Jasne. Śpij.
Spojrzał na nią. Stał przez chwile w drzwiach, patrząc na niewinną dziewczynę, która słodko zasnęła po ciężkim dniu oraz po ostrej imprezie, na której wypiła zdecydowanie za dużo.
Otrząsnął się po dłuższej chwili zamyślenia i poszedł do salonu. Położył się na kanapie i włączył TV.
 

 
Rozdział 5.

Nadszedł w końcu ten upragniony dzień dla Matyldy. Nareszcie mogła znów zamieszkać ze swoimi przyjaciółkami. Już nawet pogodziła się z tym, że będzie siedziała z Ivanem, który ze swoim bratem bardzo działał jej na nerwy.
Dziewczyna teraz siedziała w swoim nowym pokoju, przy toaletce, szykując się na wyjście do klubu. Miała na sobie krótką, czarną, obcisłą sukienkę na ramiączkach, z głębokim dekoltem. Na nogach miała wysokie szpilki. Włosy rozpuszczone, kręcone, usta pomalowane na czerwono.
-Nasza hot 18-stka- uśmiechnęły się przyjaciółki, stojąc w drzwiach pokoju.
Matylda zaszczyciła je szerokim uśmiechem.
-To dla ciebie- powiedziała Brygida. Pokręciła dłonią i przed oczami Matyldy, w powietrzu zawisła mała torebeczka.
-Widzę, że księgi się przydały, dziękuję- odpowiedziała i wzięła prezent do ręki.
W torebeczce była złota bransoletka ze znakiem nieskończoności. Matylda zauważyła, że jej przyjaciółki mają identyczne.
Szatynka wstała z krzesła, podeszła pewnym krokiem do swoich przyjaciółek i uściskała je, ze łzami w oczach.
-Nie płacz, głupia... Makijaż ci się rozmaże- powiedziała z uśmiechem Jessica.
-Chodźcie. Matylda nie może przecież spóźnić się na własne przyjęcie.
Dziewczyna wytrzeszczyła szeroko oczy.
"A mówiłam im..."- pomyślała.

-Wszystkiego najlepszego!- zawołali prawie wszyscy ze szkoły Matyldy. Byli nawet ci, których ona nie znała.
-Dziękuję- uśmiechnęła się niepewnie speszona dziewczyna.
Gdy wszyscy zajęli się sobą, Matylda odwróciła się do swoich przyjaciółek.
-Małe przyjęcie, mówiłam! A nie giga biba, niczym w "Projekcie X"!- pisnęła.
Impreza odbywała się w wynajętej willi.
Ciekawe jak za to zapłacicie?...- powiedziała lekko przerażonym głosem.
-Cisiaj! Osiemnastkę ma się raz w życiu! Nasze były huczne i twoja też będzie- odpowiedziała Jessica.- Chodź na parkiet.
-Wy idźcie, ja zaraz dołączę, chcę się napić soku.
Jessica i Brygida skinęły głowami i ruszyły w stronę tańczącego tłumu.
Matylda zaś skierowała się ku barowi.
Nalewała soku, gdy nagle stanął przy niej Dawid.
-Wszystkiego najlepszego- powiedział.
-Dzięki- odpowiedziała niepewnie dziewczyna.
-Niezła impreza. Nawet mój braciszek takiej nie miał, a uwierz mi, działo się.
-Proszę, bez szczegółów- uśmiechnęła się.
-Wiesz... Pierwszy raz widzę cię, gdy się uśmiechasz. Musisz robić to częściej- młody mężczyzna przybliżył się do Matyldy.- A prezent czeka na ciebie w domu- szepnął jej do ucha i odszedł.
Dziewczyna uniosła jedną brew. Wypiła sok, odłożyła szklankę i poszła tańczyć.
Polubiła Dawida. Był inny niż jego brat Ivan. Nie dlatego, że prezent od niego czekał na nią w domu, tylko za jego osobowość.

-Za twoje zdrowie!- krzyknęła Jessica, śmiejąc się. Trzy przyjaciółki wzięły kieliszki z wódką i wypiły.
Matyldzie kręciło się powoli w głowie, ale stwierdziła, że życie jest krótkie i chce się dziś upić.
Tańczyła, piła, śmiała się. Była szczęśliwa. Jak nigdy.
Widziała również Iwana na imprezie, ale nie zamienili ani słowa.
Za to z Dawidem wypiła kilka kieliszków wódki, tańczyła, wychodziła na zewnątrz.
Teraz stała przy jakimś chłopaku z maturalnej klasy, śmiejąc się, opierając o niego ramieniem.
Dawid widząc to, zmarszczył brwi i podszedł do niej.
-Przepraszam za nią- łypnął na wysokiego bruneta, wziął Matyldę na ręce, przerzucił ją przez ramię i skierował się do wyjścia.
-Gdzie z nią idziesz?- spytała już trzeźwa Jessica.
Dawid zmarszczył brwi.
-Ile wypiłaś? Powinnaś być w takim stanie jak twoja przyjaciółka- wypalił.
-Mam swoje sposoby... Gdzie ją zabierasz?
-Do domu. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować.
Jessica skinęła głową, podając mu do ręki klucze do domu.

-Puść mnie, jestem w stanie sama zajść do domu- wychrypiała Matylda.
Gdy Dawid doszedł do drzwi mieszkania, postawił dziewczynę na nogach i wręczył jej do ręki buty, które ściągnęła u niego w aucie.
Młody mężczyzna otworzył szeroko drzwi.
-Proszę...- powiedział.
-Zapraszam- wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Gdy tylko Matylda zrobiła krok, zachwiała się i poleciała w ramiona blondyna.
-Mocno dziś zabalowałaś- zaśmiał się.
Wszedł z Matyldą do mieszkania, następnie do jej pokoju i położył ją na łóżku.
-Głowa mi zaraz eksploduje- syknęła na pół śpiąco.
-Zaraz przyniosę ci coś do picia.
Matylda przez drogę z jednego końca miasta na drugi, zdążyła trochę wytrzeźwieć.
Po chwili przy jej łóżku znów pojawił się Dawid. Podał jej szklankę z wodą.
Wypiła duszkiem jej zawartość i oddała mu szklankę.
Dawid uniósł brwi. Spojrzał na znamię na obojczyku Matyldy w kształcie półksiężyca i znów zmarszczył brwi.
-Co to?- spytał.
-A... To mam od urodzenia. Da się zatuszować podkładem i pudrem. Wtedy tego tak nie widać- odpowiedziała sennie.
-Czemu to zakrywasz? To coś pięknego. Jesteś przez to wyjątkowa... Nie powinnaś tego ukrywać...
Widząc jej znużenie, uśmiechnął się i ucałował przyjacielsko w czoło.
-Dobranoc- powiedział i skierował się ku drzwiom.
-Dawid- zatrzymała go.
-Tak?
-Zostań w domu. Poczekaj aż wrócą Brygida i Jessica. Nie chcę być sama.
-Jasne. Śpij.
Spojrzał na nią. Stał przez chwile w drzwiach, patrząc na niewinną dziewczynę, która słodko zasnęła po ciężkim dniu oraz po ostrej imprezie, na której wypiła zdecydowanie za dużo.
Otrząsnął się po dłuższej chwili zamyślenia i poszedł do salonu. Położył się na kanapie i włączył TV.
 

 
Rozdział 4

Następnego dnia, gdy Matylda się obudziła, wyglądała i czuła się znacznie lepiej. Wstała i spojrzała na zegarek. Nagle jej oczy, rozszerzyły się.
-Zaspałam!- pisnęła.
Zerwała się na równe nogi i pobiegła do toalety. Po kilku minutach wyszła z niej i podeszła do szafy. Spojrzała przez okno i znów na swoje ubrania.
-Brudne... Brudne... Brudne...- mówiła, wyrzucając ciuchy na łóżko.- Pięknie! Zapomniałam nastawić pranie!
Sięgnęła po czarną koszulkę z napisem "I ♥ JUSTIN", którą kupiła kiedyś, gdy słuchała jeszcze Biebera i nie uważała go za totalnego idiotę. Teraz wydoroślała. Westchnęła i ubrała ją. Następnie wyciągnęła z szafy spodnie, założyła je i stanęła przed lustrem.
-Wyglądam idiotycznie- powiedziała i spuściła głowę w dół.
Koszulka była bardzo obcisła i za mała tak, że było jej widać pępek. Sięgnęła po czarną, skórzaną kurtkę, założyła ją i znów spojrzała na swoje odbicie.
Uniosła brwi.
-Gdyby nie napis, wyglądałabym w miarę...- powiedziała sama do siebie, spojrzała na telefon, złapała w biegu torbę, zarzuciła ją na ramię i wybiegła z pokoju.
Nagle wróciła.
-Ysz!
Sięgnęła po trampki, ubrała je na nogi i pobiegła na autobus.

Gdy dotarła do szkoły, trwała już lekcja. Biegiem rzuciła się do szatni. Zawsze się ślizgała na posadzce. Teraz nie było wyjątku. Nagle wylądowała na podłodze, uderzając o nią głową.
Gdy otworzyła oczy, zobaczyła nad sobą, przystojnego czarnookiego chłopaka.
-Jestem w niebie?- spytała cicho, podnosząc się na łokciach.
Chłopak odetchnął ciężko i uśmiechnął się delikatnie.
-Przepraszam. Nic ci nie jest?- spytał, podnosząc Matyldę.
-Nie- odpowiedziała, wstając.
Chłopak spojrzał na jej koszulkę, następnie w jej oczy i uniósł brwi.
-Ciężki poranek?
-Tak... Nie pytaj. Ja... Musze iść już na lekcje- skwitowała, przeszła koło niego i poszła w stronę swojej klasy, zapominając, po co miała iść do szatni. Gdy chłopak, zniknął jej z pola widzenia złapała się za krzyże. Bardzo bolał ją kręgosłup.

Po tym jak przeprosiła za spóźnienie, usiadła na swoje miejsce, rozpakowała się i odwróciła się do swoich przyjaciółek.
-Zaspałam...- powiedziała cicho.
-Widać- odpowiedziała Brygida.
Nagle ktoś zapukał do klasy.
-Proszę- powiedział nauczyciel.
Do klasy wszedł dyrektor i wysoki, wysportowany, ciemnowłosy chłopak.
-Co do jasnej?- syknęła pod nosem Matylda. To, że chłopak był przystojny, nie robiło na niej żadnego wrażenia. Miała nadzieję, że go więcej nie spotka. A tu wchodzi on z dyrektorem do klasy.
-Mamy nowego ucznia- powiedział dyrektor, po czym skinął głową do nauczyciela od historii i wyszedł.
-Witamy cię. Jak masz na imię?
-Iwan- odpowiedział chłopak.
-Proszę, zajmij miejsce obok Matyldy.
Gdy dziewczyna usłyszała swoje imię, schowała twarz za swoimi bujnymi, brązowymi lokami.
Chłopak podszedł do przedostatniej ławki i zajął miejsce obok dziewczyny.
Matylda usłyszała za sobą ciche śmiechy swoich przyjaciółek. Łypnęła na nie z ukosa, marszcząc brwi.

-Coś ty taka dziwna dzisiaj?- spytała Jessica.
-Siedzi koło ciebie taki przystojniak a ty jeszcze nie zamieniłaś z nim słowa- dorzuciła Brygida.
-Właśnie problem w tym, że przez niego strasznie boli mnie kręgosłup i głowa!- syknęła Matylda.
Jej przyjaciółki spojrzały na nią z dziwną miną.
-Eh... Rano wpadliśmy na siebie. To nie było zbyt fajne- wyjaśniła.
-Patrząc na twój wygląd... Rozumiem- zasmiała się wilczyca.
-Dzięki... Wczoraj miałam zrobić pranie, ale ktoś zmusił mnie do spania!- szatynka łypnęła na Brygidę.
-Nie byłaś w stanie normalnie funkcjonować. Dziś jest już lepiej? Ale nie tak dobrze...
Dziewczyny weszły do toalety, Matylda spojrzała do lusterka.
Tak się spieszyła, że nawet nie zrobiła makijażu.
Spuściła głowę w dół.
-Dziś nie jest mój szczęśliwy dzień- powiedziała.- Marzę, żeby w końcu pójść do domu...
-Zmartwię Cię kochana, ale jeszcze 6 lekcji z przystojniakiem u boku.
-Jessi, nie dobijaj Matyldy- zaśmiała się Brygida.
Szatynka odwróciła się do przyjaciółek.
-Jesteście podłe!- syknęła i wyszła z toalety, słysząc dzwonek na lekcje.

Gdy dziewczyny skończyły lekcje, wyszły ze szkoły.
-To... Może... Papieroska?- spytała z uśmiechem Jessica.
-Ja dziękuję- odpowiedziała Brygida.
-A ja chętnie- Matylda wzięła jednego papierosa od przyjaciółki i zapaliła go zapalniczką.
Dziewczyny od czasu do czasu zapaliły i wypiły piwo. Mimo, że Matylda nie miała jeszcze osiemnastu lat, robiła to.
Dzień był chłodny, dziewczyny usiadły na ławeczce w parku.
-Co masz zamiar zrobić na swoją osiemnastkę?- spytała Brygida.
-Nic- odpowiedziała szatynka, wypuszczając dym z papierosa.
-Jak to? Osiemnastkę ma się raz w życiu... Matyldo, pozwól, że my się tym zajmiemy.
-Jessica...- zaczęła, ale widząc minę przyjaciółki, dodała.- Okej, ale to ma być małe przyjęcie... Ty, ja, Brygida... I tyle. Proszę...
Wilczyca wraz z czarownica pocałowały z obu stron Matyldę w policzki.
-Jesteście wredne- dodała na koniec i pociągnęła papierosa.
-Ale i tak nas kochasz- dodała rozpromieniona Brygida.
Matylda uśmiechnęła się szeroko. Pierwszy raz dzisiejszego dnia.
Ale jej szczęście nie trwało długo.
Nagle obok nich przeszedł Iwan z jakimś wysokim, wysportowanym, młodym mężczyzną.
-Cześć dziewczyny- powiedział z szerokim uśmiechem.
Matylda nie spojrzała na niego, tylko wypuściła dym z ust.
-Hejka- odpowiedziały Jessica i Brygida.
-To jest mój starszy brat, Dawid.
-Siemka- wysoki blondyn podszedł do Jessicy i Brygidy, podając im dłoń.
Wyciągnął dłoń do Matyldy, lecz ta spojrzała na niego swoimi dużymi, zielonymi oczami i dmuchnęła mu w twarz dymem z papierosa.
Dawid uśmiechnął się, lecz Matylda wiedziała, że chciał coś powiedzieć.
-Milutka- powiedział, prostując się.
-Jak zawsze- odparła. Wstała z ławki, wzięła torbę i poszła ścieżką. Dogoniły ją przyjaciółki i teraz szły już we trójkę.
 

 
Rozdział 3.

-Wszystko dobrze?- spytała Matylda, gdy podeszła do Jessicy i Brygidy.
-Tak. Brygida powiedziała mi, co zrobiłyście w nocy... Wszystko okej? Wyglądasz strasznie.
-Nie wiem... Chyba wszystko dobrze. - zapewniła Matylda. Skłamała. Czuła się strasznie. Odkąd wróciły, bolała ją głowa i wszystkie mięśnie.
-Nauczycielka!- syknęła Brygida.
Przyjaciółki złapały Matyldę za łokcie i pociągnęły ją do toalety.
-Możesz się pospieszyć?- spytała Jessica dziewczyny, która myła ręce. Gdy wyszła, czarownica z wilczycą, spojrzały na swoją przyjaciółkę.
-Co jest? Spójrz jak ty wyglądasz!
Gdy Matylda zobaczyła swoje odbicie w lustrze, była w szoku. Rano, gdy wychodziła do szkoły, wyglądała dobrze. Teraz oczy miała napuchnięte, powieki i usta sine. Dziąsła ją swędziały, głowa jej pękała.
-O matko! Gdy wychodziłam, nie wyglądałam tak źle.
Nagle zadzwonił dzwonek.
-Musimy iść na lekcje.
-Nie pójdziesz tak...
-A masz inne wyjście?
Brygida westchnęła.
-A może jest coś, jakieś zaklęcie, żeby jej pomóc?- spytała Jessica.
-Nie wiem... Wczoraj od razu położyłam się spać.
-Chodź, powiemy nauczycielce, że musimy wyjść z Matyldą do higienistki. Wtedy poszukasz dla niej zaklęcia.
-Dziewczyny... - wtrąciła szatynka, która ledwo stała na nogach. - A może to po prostu zwykła grypa? Może faktycznie pójdę do higienistki, da mi jakieś proszki, pójdę do domu i położę się. A jutro będę cała i zdrowa- uśmiechnęła się smutno.
Jessica i Brygida popatrzyły na siebie, później na Matyldę i znów na siebie.
-Zaprowadzę ją do higienistki- powiedziała czarownica.
-A ja poinformuję nauczycielkę, że dzisiaj się nią zajmiemy- dodała wilczyca.
Złapała Matyldę za łokieć i wyprowadziła ją z łazienki.

-Dzień dobry.
-Witam, Jessico... Boże! Matyldo, jak ty wyglądasz?! Połóż ją tutaj! - wysoka, młoda, ciemnowłosa higienistka, rozkazała wilczycy, wskazując na kozetkę.
Dziewczyna z każdą minutą stawała się coraz słabsza.
-Co ci się tutaj stało?- spytała higienista, dotykając łuku brwiowego, który dziewczyna wczoraj rozcięła, upadając na szklany stolik. Wysoka kobieta spojrzała na Jessice. Ta zaś wzruszyła ramionami.
-Gdy wychodziłam spod prysznica, pośliznęłam się i upadłam - wydukała Matylda.
-I nie poszłaś z tym do lekarza?!
-Nic mi nie było...
Higienistka podeszła do stolika obok kozetki, obróciła się do Matyldy, podając jej kubek z wodą i tabletki. Zakleiła jej łuk brwiowy.
-Po tym powinnaś poczuć się lepiej... Jessico, zabierz zaraz Matyldę prosto do domu. Poinformuj opiekuna, o jej stanie zdrowia. Powiedz, żeby wezwali lekarza.
Wilczyca skinęła głową. Wzięła przyjaciółkę pod ramię i wyszła z gabinetu.
Higienista odprowadziła je, zamyślonym i groźnym wzrokiem.

-Powinnaś się położyć!- warknęła Jessica, wchodząc z przyjaciółkami do swojego dawnego pokoju.
-Ale jest już chyba dobrze...
Nagle Matyldę przeszył okropny ból brzucha. Zgięła się w pół i położyła na łóżko.
-Mam!- krzyknęła Brygida.
-Co?
-Mam zaklęcie, które pomoże Matyldzie.
-Jesteś tego pewna?- spytała wilczyca.
-Nie, ale powinnam...
-Nie gadaj tylko działaj!- syknęła Matylda. Po chwili wydała z siebie dławiący krzyk. Zaczęła kaszleć krwią.
-Matylda! Bri! Rusz się!
Brygida westchnęła, nabrała powietrza, wypuściła je, następnie podeszła do swojej przyjaciółki, która leżała na łóżku, uniosła dłonie i w myślach wypowiedziała zaklęcie.
Nagle w pokoju pojawił się ogromny wiatr. Ucichł tak szybko, jak się pojawił. Po chwili Matylda przestała się krzywić z bólu.
-Wszystko dobrze?- spytała Jessica.
-Chyba tak...- wyszeptała.
-Musisz odpocząć. Prześpij się - czarownica podeszła do przyjaciółki, ściągnęła jej buty, nakryła ją i pocałowała w czoło.
-Dziękuję.
-Trzymaj się, kochana.

-Co się tam dokładnie stało?- spytała Jessica, gdy wraz z Brygidą były w drodze do domu.
-Gdzie?- spytała czarownica.
-W tej całej szkole...
-Nie wiem. Uciekałyśmy. Później, Matylda stwierdziła, że się rozdzielamy. No i tak zrobiłyśmy. Gdy wróciłyśmy, powiedziała mi, że widziała tam wampira... A ja nic o tym nie wiedziałam. Na stronie nic nie pisali o wampirach.
-Eh, kochana... Ty i ta twoja strona...
-Ale to, że jest szkoła i wejście tam, to jakoś to wszystko jest prawdą!- Brygida westchnęła. - Ja się dowiem, czemu na stronie są mylne informacje... Może przy okazji znajdę odpowiedzi na inne pytania dotyczące tej szkoły.
Jessica skinęła głową.
-Zastanawia mnie jedno... Dlaczego ona tak dziwnie wygląda. Gdyby wyprawa do tej szkoły się do tego przyczyniła, ty też byłabyś w takim stanie, jak Matylda.
-Może to dlatego, że ja tak jakby należę do tamtego świata, a Matylda nie. Ona jest zwykłą dziewczyną.
-Eh, no nie wiem... Może masz rację. Ale wydaje mi się, że to inny powód. I mam nadzieję, że to twoje zaklęcie postawi ją na nogi. Już za chwilę będzie miała urodziny. Musimy przygotować dla niej imprezę i pokój.
-Tak... Umowa to umowa. Przyjaciółki do końca- Brygida wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
-Racja! - Jessica również się uśmiechnęła.
 

 
Rozdział 2.
-To tutaj- powiedziała Matylda.
-Tak...
Dziewczyny westchnęły i otworzyły głaz.
-To ściema! Przecież tu są tylko ścieki!- warknęła szatynka, spoglądając na przyjaciółkę.
-Ty wchodzisz pierwsza.
Brygida westchnęła, wzruszyła ramionami i postawiła nogę na drabince, prowadzącej pod ziemię.
-A co jeśli...
-Będziemy się martwić na miejscu! - przerwała jej- Marsz!- Matylda rzuciła przyjaciółce liny, poczekała, aż zejdzie na dół i sama ruszyła za nią.
Po chwili dziewczyny były na dole.
-Jak tu śmierdzi!- rzuciła Brygida.
-Nie marudź. Chcesz mieć tą książkę, czy nie?
-Chodź.
Brygida i Matylda poszły przed siebie.
Do Matyldy dopiero teraz dotarło, co robią.
"Boże! Idziemy do szkoły pełnej czarownic i wilkołaków. Przecież to samobójstwo!"- myślała.
-Świetnie!- z myśli wyrwał ją głos Brygidy.
-Ślepy zaułek... Bri, wracamy.
-Poczekaj chwilkę. Ja... Czuję tutaj jakąś dziwną energię.
Matylda zmarszczyła brwi. Podeszła do ściany, która stała przed nią.
-Proszę cię... Że niby zaraz otworzy się tutaj jakieś tajne przejście?- powiedziała sarkastycznym tonem. Dziewczyna oparła się ręką o ścianę. Nagle wylądowała na ziemi.
Zmarszczyła brwi, odwróciła się na brzuch i spojrzała przed siebie. Jej oczy zrobiły się ogromne.
Wstała i spojrzała na Brygidę. Ta zaś uniosła ramiona i uśmiechnęła się.
Szatynka przewróciła oczami.
-Gotowa?- spytała Matylda.
Jej przyjaciółka skinęła głową. Złapały się za ręce i razem ruszyły przed siebie, czując coś dziwnego. Jakby przechodziły przez niewidzialną firankę.
Spojrzały za siebie. Była tam grota, podobna do tej z cmentarza. Obok nich było wejście do ścieków.
-Coś mi się wydaje, że to jest wyjście...
-Chyba masz rację, Bri.
Ruszyły przed siebie.
Nie były teraz w lesie. Przed nimi rozciągał się ogromny plac z równo skoszoną trawą. Była noc, na niebie świeciły miliony gwiazd i ogromny księżyc. Na jego tle, stał ogromny zamek.
-Czuję się jak w średniowieczu.
Dziewczyny spojrzały na siebie i wybuchły śmiechem.
-Właź!- syknęła Matylda, otwierając delikatnie ogromne drzwi.
Po godzinie udało im sie znaleźć bibliotekę, nie natrafiając na nikogo.
-Trzymaj!- Matylda rzuciła Brygidzie plecak.- Pakuj wszystkie książki, jakie wejdą ci do ręki. Ja będę stała na czatach. Szybko!
Czarownica skinęła głową i zniknęła za ogromnymi regałami z książkami.
Matylda oparła się o drzwi do biblioteki. Starała się uspokoić. Serce waliło jej jak opętane, ręce się trzęsły, nogi miała jak z waty, głowa stała się ciężka. Nagle usłyszała jakieś dźwięki.
-Jasny gwint!- syknęła pod nosem.
Ktoś się zbliżał w jej kierunku.
Wślizgnęła się do biblioteki, nie zamykając dobrze drwi. Przez szparę zobaczyła wysokiego, czarnowłosego, wysportowanego, przystojnego mężczyznę i niską, starszą kobietę.
Gdy przeszli, Matylda ruszyła w głąb biblioteki. Była ogromna. Dziewczynie zaczęło kręcić się w głowie.
-Wszystko w porządku?- spytała Brygida, podchodząc do swojej przyjaciółki.
-Tak.- skłamała.- Chodźmy. Nie jest już bezpiecznie- wzięła od czarownicy jeden z plecaków, zarzuciła na plecy i obie dziewczyny ruszyły do wyjścia.
Gdy Matylda rozglądała się, czy nikogo nie ma, zakręciło jej się w głowie i upadła na szklany stolik, który stał na korytarzu, rozbijając go.
-Matylda!- przyjaciółka podniosła dziewczynę.
-Wszystko okej- zapewniła.
Miała rozcięte kolano i łuk brwiowy oraz ranę na ręce.
Nagle przed nimi stanęli jacyś mężczyźni w garniturach.
Dziewczyny stanęły jak wryte.
-Bri?
-Tak?
-Wiej!
Dziewczyny odwróciły się i zaczęły uciekać.
Zbiegły po schodach, a mężczyzn w garniturach przybyło.
-Rozdzielamy się! Widzimy się przy ściekach!- krzyknęła Matylda i rzuciła się biegiem przed siebie.
Biegła dość długo, gdy nagle stanęła jak wryta.
Przed nią rozciągała się ogromna sala, w której znajdowały sie długie, ogromne stoły, a przy nich siedzieli ludzie.
Matylda wytrzeszczyła oczy. Niektórzy się na nią patrzyli.
Nagle jeden chłopak odwrócił się w jej stronę i wyszczerzył kły w gniewnym geście.
Matyldę zamurowało. Nagle zerwała się i zaczęła dalej biec.
"Wampir?! Czego ta czarownica mi nie powiedziała?!"- myślała w biegu.
Wybiegła ze szkoły, zrobiła kilka uników przed ochroniarzami i pobiegła w stronę jaskini, skąd przyszły.
-Matylda!
-Do środka!- krzyknęła szatynka.
Przyjaciółka jej posłuchała. Po kilku minutach znajdowały się w lesie, gdzie zostawiły Jessice.
Oparły się o murek i zaczęły dyszeć.
-Jak myślisz? Będą nas ścigać?- spytała czarownica.
-Nie wiem... Ale widziałam w tej szkole wampiry!


Z niespodzianką, trochę poczekam jeszcze Miłego czytania i do następnego weekendu, kochani!
  • awatar Paula ;33333: @Zakira Luna: Postaram się pisać szersze opisy :) Dziękuję :D
  • awatar Zakira Luna: Tu już długość jest trochę lepsza, Oj, dzieje się, dzieje,ciekawe dialogi, brakuje mi tylko szerszych opisów :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Epilog.

-Dobra, dziś jest pełnia, zbieram się- powiedziała szczupła blondynka o niebieskich oczach.
Wstała, ubrała na siebie sweter i skierowała się do drzwi.
-Jessica, pomożemy ci- odpowiedziała szczupła, ciemnowłosa dziewczyna.
-Słuchajcie, laski... Dziś jest moja pierwsza przemiana, nie chcę zrobić czegoś czego będę żałowała do końca życia! Musze wrócić do krypty i tam zostać przez całą noc- westchnęła.
-Kto będzie tam z tobą?- spytała siedząca na łóżku brunetka.
Blondynka milczała.
Dziewczyna wstała z łóżka.
-Idziemy z tobą. Wiem, że ta przemiana będzie ciężka, ale my ci pomożemy. Mamy w końcu czarownice w naszym gronie, prawda? Brygida...
Ciemnowłosa dziewczyna westchnęła.
-Matyldo, nie jestem dobra...
-Poradzisz sobie- uśmiechnęła się Matylda.
-Okej... Ale jest jeszcze jeden problem- powiedziała Jessica.
Dziewczyny uchyliły drzwi i spojrzały na korytarz. Kręciła się tam wysoka, szczupła, starsza kobieta.
-Janina!
-Dziewczyny...- Brygida i Matylda odwróciły się do blondynki, stojącej przy otwartym oknie.
-Znowu to samo- westchnęła czarownica.
-Nie gadaj, tylko chodź.
Dziewczyny żyły w świecie, gdzie tylko nieliczni wierzyli w zjawiska paranormalne i istoty takie jak wampiry, czy wilkołaki.
One wierzyły.
Trzy przyjaciółki mieszkały do jakiegoś czasu w domu dziecka.
Miesiąc temu, Brygida obchodziła swoje 18-ste urodziny, po czym musiała się wyprowadzić. Jej moc czarownicy ujawniła się 2 miesiące przed jej urodzinami. Musiała sama sobie radzić z jej okiełznaniem.
Tydzień temu z domu dziecka wyprowadziła się Jessica.
Pewnego dnia, przestraszona przybiegła do Matyldy i powiedziała, że pewien mężczyzna powiedział jej, że przy pełni księżyca, zmieni się w wilkołaka. Daj jej wskazówki, co ma robić i zniknął.
Później dziewczyny szukały odpowiedzi na różne tematy. Nie na wszystkie znalazły odpowiedź...

Rozdział 1.

-Szybko! Zaczyna się! Brygida! Rzucaj to zaklęcie!- krzyczała szatynka, przytrzymując kratę. W jaskini była Jessica. Krzyczała. Przemieniała się.
-Spokojnie, barbie!- syknęła Matylda, gdy dziewczyna o blond włosach uderzyła w kratę.- Brygida!
Czarownica oderwała wzrok od notatnika i spojrzała na żelazne drzwi. Wyszeptała coś pod nosem. Spojrzała na Matyldę i się uśmiechnęła.
-Już- powiedziała.
Dziewczyny spojrzały na Jessice. Kilka metrów od nich stał wilkołak. Miał jasną sierść, a na końcach uszu czerwoną.
-Jesteś pewna, że to zaklęcie wytrzyma? Wydaje się być silna...
Wilkołak warknął i uderzył w kratę.
-Wytrzyma- zapewniła Brygida.
-Dobra, chodźmy... Zajmiemy się teraz tobą.
Czarownica skinęła głową. Dziewczyny wyszły z groty i usiadły na murku.
Noc była zimna. Znajdowały się w głębi lasu. Księżyc świecił bardzo jasno, więc dziewczyny wszystko widziały.
-A więc...- Brygida wyciągnęła z kieszeni telefon.- Wyczytałam na necie... Oczywiście ludzie w to nie wierzą, ale...- spojrzała na przyjaciółkę.
-Kontynuujmy- skinęła głową Matylda.
Matylda była zwyczajna. Miała trudny charakter. Była miła tylko dla tych, którzy byli mili dla niej. Była szczera. Nie bała si mówić tego, co myśli.
-My wiemy, że to prawda... A więc, wyczytałam, że jest gdzieś szkoła dla takich ludzi jak my.
-Raczej jak ty i Matylda.
-Tak... Ale tam są same szychy. Rozumiesz, barony i co w tym rodzaju.
-Do rzeczy, Bri.
-Ech... Tam jest biblioteka, w której są księgi zaklęć. Wiesz, że nie mam się od kogo uczyć... Ale nie chcę iść do tej szkoły. Nie możemy się rozstać!
-Jaaaaasne- Matylda się zamyśliła. Po chwili jej duże, zielone oczy się rozszerzyły.- Ukradniemy jedną z książek!
-Oszalałaś?!- pisnęła Brygida.
-A masz jakieś inne wyjście?
Chwilową ciszę przerwało wycie wilkołaka.
-Widzisz? Jessica się ze mną zgadza- Matylda uśmiechnęła się szeroko.- Jak się tam dostać?
-Hmm...- czarownica zamyśliła się.- Piszą, że wejście jest... Tutaj?! Wejście jest w tym lesie!- spojrzała na Matyldę. Ona zaś wzruszyła ramionami.
-Coś jeszcze?
-Wejście jest na starym cmentarzu. Aż mnie ciarki przeszły. Brrr...
-Mnie też. Słyszałam, że tam straszy... Chodź!
-Eee... Nie jestem pewna, czy chce to zrobić.
Matylda westchnęła.
-Chcesz, tylko tego nie wiesz- uśmiechnęła się mimo, że też nie była pewna. Bała się.- Dasz radę wyczarować liny itd? A tak w ogóle, to jeszcze coś tam piszą?!
-Nie... Już nie. A co do tych lin, to powinnam dać radę.
-Dobra, chodź.
-Teraz?!- spytała Brygida.
-A niby kiedy?! Noc jest długa!- uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie.
-Matylda?
-Czego?- odwróciła się do przyjaciółki.
-Na cmentarz, to w tamtą stronę- czarownica wskazała prawidłowy kierunek.
Matylda zmarszczyła brwi i ruszyła w dobrym kierunku.
-I co ty byś beze mnie zrobiła?!- zaśmiała się Brygida.
-Ciemno jest...
-Tak sobie tłumacz.
Czarownica wybuchła śmiechem.
 

 
Witam, witam!!! Po długiej nieobecności, znów powracam...! 42 dni... Rekord! Ale jestem! I tak jak napisałam, mam dla Was nowe opowiadanie... Z niespodzianką! Niespodzianka może być dzisiaj, a może i jutro... To nie zależy ode mnie Ale opowiadanie będzie dziś! Tak jak obiecałam
A tak na marginesie, to jak Wam minął dzień w szkole? Rozpoczęcie? :O U mnie jako tako, dziwnie się czułam... Jakbym dalej była w pierwszej klasie... A tu druga :O Wszyscy się na mnie patrzyli z dziwnymi minami... Cóż, ścięłam włosy, może mnie nie poznają... I to ścięłam na krótko, bardzo krótko Ale już trochę odrosły Teraz jestem bardzo zmęczona, nie chce mi się jutro iść, a to dopiero początek, zwłaszcza, że bd musiała wstawać o 5 -_-
A więc, później dodam pierwszy rozdział i zobaczymy, co będzie z tą niespodzianką A więc, do później
  • awatar Zakira Luna: Widziałam że początek opowiadania jest, czekam na ciag dlaszy:P
  • awatar Paula ;33333: @Crazy Summer ♥: później to bd gorzej :)
  • awatar Crazy Summer ♥: Hehe czekam z niecierpliwością na twoje opowiadanie :). Niektórzy mają dłuzsze przerwy czasami wracają po kilki latach :o B) u mnie okej nowa klasa bo I gim ale wszyscy sie jakos dogadują :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Coś się już tworzy wiecie... Postanowiłam zrobić premierę opowiadania 1 września. Jeszcze musze pogadać z Patrycą, czy się wyrobi, jeśli tak to bd wszystko tak jak zaplanowałam no to dozobaczenia w następnym wpisie, kochani trzymajcie się ciepło
 

 
Hej wszystkim taka mała informacja na temat mojego bloga zawieszam moje opowiadanie o Czarnej Włóczki. Wczoraj poprosiłam pewną dziewczynę o pomoc nad moim blogiem. Co prawda zawieszam opowiadanie, ale spokojnie... Będę pisała następne będzie to coś więcej niż opowiadanie. Poprosiłam Patrycje, by narysowana postaci do następnego opowiadania
Na początku powiem tyle, że Patrycja bardzo dobrze rysuje *.*
Opowiadanie... Będzie ono o wampirach i innych stworach fantasy
Od razu mówię, że nie wiem kiedy napiszę opowiadanie, bo nie ma mnie w domu i nie wiem kiedy będę, ale jeśli nadarzy się taka okazja napisze rozdział tak więc... Mam nadzieję, że będzie się to podobać. Do zobaczenia
 

 
Hej wszystkim!! na jakiś czas zawieszam bloga ... Po pierwsze nie mam weny a po drugie jestem u babci i nie mam jak pisać opowiadań, a pisać na telefonie mi się nie uśmiecha. Jeśli będę w stanie, to napiszę w niedzielę coś z opowiadania, bo mam zamiar jechać do domu na jeden dzień, bo moje urodziny i festyn a przy tym imprezka a więc do zobaczenia
 

 
Nominacja!

Dziękuję jeszcze raz, Zakira Luna
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 10/11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 10/11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 10/11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Moje odpowiedzi
1. Ile razy się dzisiaj uśmiechnąłeś?
-Ojjjj! Bardzo dużo Ogólnie to cały czas się śmieję w szkole ostatnio koleżanka zadziwiła mnie pytaniem "Czy ona w ogóle kiedyś płacze?!"
2. Co byś zrobiła gdyby został ci 1 dzień życia?
-Hmm... Na pewno wykorzystałabym go najlepiej jak się da. Na początku na pewno wygarnęłabym niektórym osobom, co o nich sądzę
3. Co byś wybrał/a: piękna i głupia, czy brzydka i inteligentna?
-Brzydka i inteligenta. Chociaż ja i tak jestem brzydka, a inteligencją to nie grzeszę hehe
4. Co myślisz o samobójstwie?
-Hmm... To złe. Chociaż często nachodzi mnie o tym myśl, nie żeby to zrobić, ale jak można tak postąpić, co się dzieje w głowie takiego człowieka...
5. Jaka jest TWOJA wizja świata?-puść wodze fantazji i pokaż mi swoją wersję.
-A więc tak... Ja mam bardzo bujną wyobraźnię, można się śmiać, proszę bardzo... A więc: ... Hmm. Chciałabym, zeby ludzie mięli moce. Np, woda, ogień, powietrze i woda. *.* Wiem, ze to głupie, ale bez zła, świat nie istnieje, równowaga musi być. A więc w moim świecie byliby źli i dobrzy ludzie, którzy ze sobą walczą... no i tego no, chyba tyle wiecie o co kaman
6. Ogoliłabyś sobie wszystkie włosy na ciele (brwi, rzęsy, głowa) jeżeli dzięki temu mógłbyś uratować komuś życie?
-Włosy na głowie owszem. Ale z pozostałymi... Musiałabym poważnie sie na tym zastanowić. W sumie to mam zamiar na wakacjach ścinać włosy, nie mam ich dużo i nie są takie długie (do łopatek) i muszę je ściąć, bo prawdopodobnie odwiedzę szpital... I chyba oddam ścięte włosy chorym
7. Jaką jedną rzecz zabrałbyś na bezludną wyspę?
-Komputer. Zabrałabym książkę, ale kiedyś się skończy, a moja wyobraźnia nigdy, więc pisałabym opowiadania a później czytała
8. Kto jest twoim autorytetem?
-Nikt
9. Jak widzisz siebie za 10 lat?
-Ooooooo...! hahah xD w sumie to... A co mi tam! Widzę siebie na stanowisku szanowanej pani architekt, która wydała fantastyczną książkę (chociaż do tego mi baaaardzo daleko xD ). Widzę przy sobie 2 cudownych dzieci i wspaniałego męża (chociaż kto by mnie chciał ).
10. Jaki Twoim zdaniem jest sens życia?
-Być szczęśliwym mimo wszystko i dążyć do swoich celów


A więc moje pytania
1.Czy kiedykolwiek zrobiłeś/łaś, coś by udostępnić swojego bloga na większą skalę np. jakaś redakcja czy coś takiego?
2. Twoje największe marzenie?
3. Co byś zrobił/a, gdyby Twoja druga połówka oznajmiła Ci, że jest bardzo chora i został jej tydzień życia?
4. Czy jesteś szczęśliwy/a?
5. Co byś zrobił/a, gdyby okazało się, że chłopak/dziewczyna, który/a ci się podoba i patrzy się na ciebie na każdej przerwie i Ty na niego/nią patrzysz i sie w tej osobie bujasz, ma dziewczynę/chłopaka i mimo to, patrzy się na ciebie z pożądaniem, co byś zrobił/a?
6. Czy poszedłbyś/poszłabyś na randkę z osobą, poznaną przez internet?
7. Masz zwierzątka?
8. Czy jesteś osobą tolerancyjną?
9. Jaką piosenkę ostatnio słuchałeś/łaś?
10. Jakiś film?

Nominuję!
http://jamalaajaa.pinger.pl/
http://livli5.pinger.pl/
http://fantasticstory1998.pinger.pl/
http://powiesci.pinger.pl/
http://naiwna_0258.pinger.pl/
http://arianda_ari.pinger.pl/
 

paulina000981
 
arianda_ari
 
Witaj! Mam dla Ciebie nominację, więcej informacji na moim blogu
 

 
JEju! *.* Po tylu latach, ja dalej ją pamiętam! Stara, ale baaardzo fajna *.*
 

 
Kornelia wędrowała przez wiele godzin, zanim dotarła do miasta.
Gdy tylko postawiła nogę za niestrzeżoną bramę, poczuła, że ktoś za nią stoi.
Odwróciła się. Zobaczyła wysokiego, szczupłego, dobrze zbudowanego, młodego mężczyznę. Nagle przeszył ją ból w udzie. Syknęła. Zakręciło jej się w głowi i upadła.

Kornelia otworzyła szybko i szeroko oczy. Była wściekła na siebie, jak i na człowieka, który strzelił do niej. Porozglądała się. Leżała w białej, oświetlonej sali. Było tam chłodno. Chciała wstać. Nie mogła.
Spojrzała na swoje ręce i nogi. Były przywiązane do metalowego czegoś, na czym leżała.
Zmarszczyła brwi. Jej wściekłość otrzymała poziom maksymalny.
W dodatku nie miała na sobie swojego stroju, tylko bieliznę i długą do bioder, szeroką, za dużą białą koszulę.
Zebrała w sobie swoją moc, zacisnęła pięści i zerwała sznury z nadgarstków. Nagle rozległ się alarm.
Serce dziewczyny, podskoczyło jej do gardła. Rozplątała swoje nogi i bosymi stopami dotknęła lodowatej podłogi. Skrzywiła się pod wpływem zimna. W głowie jej jeszcze szumiało od zastrzyku. Jeszcze ten strasznie głośny alarm.
Porozglądała się po sali. Pod ścianą leżała Czarna Włócznia. Była przywiązana łańcuchem do ziemi.
Kornelia podeszła do niej, już miała ją podnosić, gdy do sali wbiegli zamaskowani strażnicy z bronią, wycelowaną w Kornelię.
-Ty!- krzyknęła dziewczyna, widząc młodego mężczyznę. Tego co w nocy, gdy przyszła do miasta.
-Odłóż to... Coś- powiedział do niej, patrząc na Czarną Włócznie.
Kornelia odłożyła włócznie delikatnie na podłogę i z uniesionymi do góry rękami, wyprostowała się.
-Nie chcę wam zrobić krzywdy. Przybyłam tu, by powiedzieć, że grozi wam śmiertelne niebezpieczeństwo- powiedziała spokojnie.
Młody mężczyzna spojrzał na nią od góry do dołu.
Kornelia uniosła brew.
-Kłamiesz- powiedział.
-Nie.
-Brać ją- rozkazał.
Kornelia wytworzyła w okół siebie tarczę ochronną, po czym przybrała pozycję bitewną.
Strażnicy zaczęli strzelać do niej. Nie były to naboje, lecz jakieś dziwne światła, które oddawała przeróżne dźwięki.
Kornelia ruszyła przed siebie, ciskając w każdego strażnika mocą, która ich obezwładniała.
Tarcza pod ciosami z pistoletów, słabła.
Kornelia cisnęła w ostatniego strażnika mocą, tarcza pękła.
Dziewczyn stanęła przed młodym mężczyzną, który w nocy ją uśpił.
Cisnęła również w jego stronę, lecz ten zrobił unik. Przez chwilę walczyli, gdy Kornelia złapała go za rękę i obróciła w powietrzu.
Wstał szybko, wściekły, przycisną dziewczynę do ściany, trzymając ją za ręce.
Patrzyli sobie w oczy.
-Darku, puść naszego gościa- usłyszeli.
Młody wojownik odsuną się niechętnie od Korneli. W drzwiach stał ten sam starzec, którego dziewczyna spotkała na polanie. Wytrzeszczyła oczy.
-Darku, to nasz gość. Nie spinaj się tak. Chodź za mną- staruszek zwrócił się do Korneli.
Posłuchała go.



Hejka! Przepraszam Was, ze to tak mało i wgl, za błędy, bo piszę szybko i nie zawsze klawiatura mnie słucha -_- Dziś tak wyjątkowo napisałam Prawie po miesiącu, moja wena powolutku wraca. Co prawda nie uporządkowałam jeszcze spraw i wgl, ale... Dalej muszę popoprawiać oceny i bardzo bym prosiła o trzymanie kciuków hehe Bardzo i to bardzo mi sie przydadzą dziś jest święto, więc postanowiłam sie przełamać i napisać. Nie jest to świetne (choć pisałam to przed dobre 3 godziny ), ale moja wena nie jest jeszcze w pełni "sprawna" Masakra. To także... Tego, nio... To do zobaczenia, nwm kiedy Trzymajcie się ciepło i życzę mile spędzonego długiego weekendu i żeby u Was wszystko było dobrze Paaaa
 

 
Hej wszystkim! Dawno mnie tu nie było! Przepraszam Was za to, ale brak weny... Muszę popoprawiać oceny i wg, trzymajcie za mnie kciuki Bardzo ich potrzebuję.
Kiedy dodam kolejny rozdział? Nie mam pojęcia. Na pewno wtedy, gdy już ogarnę wszystko w szkole i w życiu. Może wtedy moja wena powróci! To do zobaczenia, kochani!
  • awatar Paula ;33333: @Zakira Luna: Nie dziękuję :)
  • awatar Zakira Luna: Nóż cóż, będę czekać...oczywiście życzę jak najlepszych ocen, na pewno dasz radę! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Gdy Łowcy Nocy weszli do podziemnego laboratorium, zamurowało ich. Nowoczesny sprzęt i bronie.
-Tu jest cudownie!- krzyknęła Dominika i wbiegła przez automatycznie otwierane drzwi do laboratorium.
Kornelia uśmiechnęła się.
-Jest w swoim żywiole- wyjaśniła, gdy zobaczyła zdziwiony wyraz twarzy generała.
-Dobra, rozgośćcie sie tutaj... Adam pokaże wam co i jak. Chcę widzieć wszystkie wiadomości dotyczące tych całych buntowników u mnie na biurku. Za godzinę.
Mężczyzna wyszedł wraz ze swoimi żołnierzami. Został tylko jeden z nich. Miał około 25 lat. Był wysoki, szczupły, dobrze zbudowany.
Kornelia spojrzała na niego. On uśmiechną się do niej. Hubert zmierzył go wzrokiem.
Kornelia uśmiechnęła się i podeszłą do podświetlanego, metalowego stołu, który stał na środku laboratorium. Położyła na nim Czarną Włócznię i westchnęła.
"W tamtym świecie to na pewno nie wiedzę, co się tutaj dzieje... Nie zdają sobie sprawy, że są w niebezpieczeństwie"- pomyślała dziewczyna. Nagle ją olśniło.
-Drugi świat- powiedziała cicho.
-Co?- spytał Kacper.
-Drugi świat! Czarna Włócznia, jest portalem do innego świata! Gdybym tylko wiedziała, jak to coś działa...
-Hmmm... Spróbuj wszystkiego- powiedziała Anna.
-Chyba tak będę musiała zrobić. Ale nie będę tego próbowała tutaj...
-Można wyjść na dach- odezwał się Adam.
Kornelia spojrzała na niego.
Wzruszyła ramionami.
-Można spróbować.
-Pójdę z tobą- powiedział Hubert.
-Ja z nią pójdę. Ty idź do generała. Dogadujesz sie z nim najlepiej- odpowiedział żołnierz.
-Pójdę razem z wami- wtrącił się Kacper.
Hubert zmarszczył brwi, pocałował Kornelię, a wychodząc z laboratorium, szturchną ramieniem, ramię Adama.
~Pilnuj ją- wysłał do Kacpra.

Gdy wyszli na dach, Kornelie przeszył silny wiatr. Słońce zachodziło. Miasto wyglądało ślicznie z tej wysokości.
"Skup się"- upomniała siebie.
Dziewczyna stanęła prosto, na środku i wyciągnęła przed siebie włócznie, trzymając ją w dłoniach.
-Lepiej się odsuń- powiedział Kacper, który stał z zakasanymi rękami na piersiach, z dala od Korneli.
Adam spojrzał na niego, następnie na Kornelię i znów na przyjaciela Huberta. Podszedł do niego.
-Jesteś spokojny. Powiedziałbym, że nawet za spokojny.
-Dla ciebie to jest nowość. Ja jestem Łowcą Nocy od urodzenia. Dla mnie to codzienność.
-W sumie racja- Adam zrobił dziwną minę, aż Kacper uśmiechną sie delikatnie.

Kornelia zamknęła oczy. Skupiła się. Nagle poczuła na sobie silny wiatr, który rozwiewał jej długie włosy. Otworzyła oczy, a z Czarnej Włóczni wydobyło się jaskrawe światło.
Przed nią zamiast Czarnej Włóczni, wisiało kilka centymetrów nad ziemią, ogromne, złote koło. Po drugiej stronie zobaczyła zieloną, piękną krainę.
Wydawało się spokojnie.
Spojrzała na Kacpra i Adama i weszła w portal z nadzieją i strachem. Nie wiedziała, co ją czeka.
Po chwili wylądowała gładko na zielonej trawie. Obróciła się. Tam, gdzie był portal, zobaczyła wbitą w ziemię Czarną Włócznię. Podeszła do niej, wyjęła z trawy i dzięki mocy zmniejszyła ją, do rozmiaru długopisu.
Porozglądała się dookoła. Tutaj było jeszcze dość jasno, lecz słońce powoli zachodziło. Wszędzie widziała góry. Nagle zobaczyła starszego człowieka, na pastwisku, pilnującego owiec.
Podeszła do niego.
-Przepraszam...
-Miasto znajduje się za górami- wskazał jej dłonią na wysokie góry.
Kornelia uniosła brwi. Po chwili wpatrywania się w góry, spostrzegła tam jakąś ścieżkę.
Westchnęła.
"Czeka mnie długa wędrówka"- pomyślała.
-Dziękuję... Powodzenia w pasieniu... Owiec- powiedziała i ruszyła ścieżką w stronę gór.
Wyjęła z kieszeni telefon i wytrzeszczyła oczy.
Nie działał.
-Świetnie! Teraz to nawet nie będę mogła się skontaktować z Hubertem!- syknęła.
  • awatar Paula ;33333: @Lisa Angels: A no długo Cb tutaj nie było :)
  • awatar Lisa Angels: Muszę po nadrabiać, zaległości ale obecnie nie mam czasu... jedynie przeczytałam ten i widzę, że mam dużo do nadrobienia ech, ale za to nie będę musiała czekać na dalsze rozdziały :D Za to zaintrygowała mnie ta włócznia, ciekawe gdzie ją przeniosła i skąd ten dziadek wiedział, że szuka miasta :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
-Gdzie ty byłaś?- spytała Dominika.
-Po prezydenta. Jest u siebie w gabinecie. Znajdź Kacpra i powiedz mu, że prezydent go wzywa. Ja idę z obiadem do Huberta. Dawno nie mieliśmy chwili dla siebie- Kornelia uniosła tacę z jedzeniem i pokazała ją przyjaciółce.
Dominika uśmiechnęła się.
-Jasne. Cieszcie się chwilą ciszy.
Kornelia skinęła głową i weszła do pokoju, gdzie spał Hubert.
Uśmiechnęła się, widząc śpiącego chłopaka.
Położyła tacę na stoliku, przy oknie, podeszła do łózka, położyła się obok Huberta, podpierając się na łokciu i pocałowała go.
Chłopak otworzył oczy z uśmiechem.
Było późne popołudnie. Słonce trzymało się jeszcze na niebie, wpuszczając ciepłe promienie do pokoju.
-Długo spałem?- spytał.
-Jest siedemnasta- odparła dziewczyna.
-Dlaczego mnie wcześniej nie obudziłaś?
-Oj, kochanie... Nie dramatyzuj- pocałowała go jeszcze raz.- Nic sie nie stało. Musiałeś odpocząć. Dobrze ci to zrobiło. Już teraz nie wyglądasz jak zombi- Kornelia wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Hubert wybuchnął śmiechem.
Wstali i podeszli do stolika.
Usiedli na krzesłach i zjedli obiad.
-Chciałbym, żeby ta chwila trwała zawsze- powiedział Hubert.
-Ja też- przyznała Kornelia.- Ale wiesz, że to niemożliwe- dodała po chwili.
-Oj, nie mówmy teraz o tym... Chcę się nacieszyć moją ukochaną dziewczyną- podszedł do niej, przytulił ją i pocałował.
Kornelia wstała, złapała Huberta za rękę i pociągnął na łóżko.
Dziewczyna położyła się, a Hubert nachylił się nad nią, całując ją.
Nagle do pokoju wszedł Kacper.
Hubert uniósł głowę, a Kornelia odchyliła ją do tyłu, by zobaczyć kto to.
Zarumieniła się.
-Sorki... Przyjdźcie na dół, jak skończycie- powiedział zakłopotany Kacper i wyszedł z pokoju.
Para spojrzała na siebie.
Kornelia zmarszczyła nos i wybuchnęła śmiechem.
Hubert położył głowę na jej ramieniu i również się zaśmiał. Pocałował ją, odsunął się i pomógł swojej ukochanej wstać.

Po kilku minutach Hubert i Kornelia, trzymając się za ręce, zeszli do sali obrad. Był tam prezydent, ochrona, Łowcy Nocy i kilku mężczyzn, którzy wyglądali na żołnierzy.
-Witam pana- prezydent uściskał dłoń Huberta.
-Witam- powiedział.
-Kornelio- prezydent skinął głową do dziewczyny.
-Panie prezydencie- powiedziała Kornelia. Spojrzała na mężczyznę w średnim wieku, o kamiennej twarzy. Zmarszczyła brwi.
-To jest Generał naszego wojska.
-Ciekawe gdzie było wojsko, przy ataku buntowników...- syknęła Kornelia.
-Korni- powiedział Paweł.
-No, co? Taka prawda- głos Korneli był spokojny. Patrzyła generałowi prosto w oczy.- Naszym zadaniem jest obrona magiczna... Ale nie widziałam, by wojsko robiło coś, by mieszkańcy byli bezpieczni. A buntownicy trochę po rozrabiali.
-Nie wiedzieliśmy, czego mamy się spodziewać. To dla nas nowość. Sądziliśmy, że stworzenia magiczne istnieją tylko w filmach i bajkach.
-Za pozwoleniem- udzielił się Hubert.- Nie jesteśmy stworzeniami magicznymi. Jesteśmy Łowcami Nocy. Ludźmi, obdarowanymi mocą... A to co innego.
Generał skinął głową.
-Jeśli wojsko ma pomóc wam z buntownikami... Muszę wiedzieć wszystko, to co wy. O ten waszej włóczni, buntownikach... Chcę wiedzieć dokładnie wszystko! Musimy wiedzieć, z czym mamy do czynienia i jakie działa wytoczyć.
-A my musimy dostać swoje własne laboratorium- powiedział Hubert.
-Możecie się urządzić w naszej podziemnej bazie- powiedział mężczyzna.
Hubert skinął głową.
-Chodźcie... Wszystkim zajmiemy się na dole.
Kornelia westchnęła i wraz ze swoim chłopakiem, poszła za generałem. Do nich dołączyli sie Łowcy Nocy i kilku żołnierzy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kornelia była wyczerpana. Przenosiła buntowników. Jej moc słabła.
Znów wróciła by przenieść kolejnego, lecz zakręciło jej się w głowie i upadła na kolana, podtrzymując się na Czarnej Włóczni.
-Kornelia! Wszystko dobrze?- spytał Paweł, który był najbliżej niej.
-Nie mam już siły...! Nie jest łatwo przenieść setkę buntowników nad wodospad- westchnęła.
-Musisz odpocząć...
-Nie! Wracaj do walki... Ja sobie poradzę.
Paweł niechętnie skiną głową i ruszył w kierunku walczących.
Kornelia westchnęła, nabrała powietrza i podpierając się o włócznię, wstała na nogi. Zachwiała się.
Zobaczyła, że Huberta otoczyli buntownicy.
Cisnęła w nich mocą.
Hubert posłał do niej uśmiech.
-Jest ich za dużo- powiedział Kacper, podchodząc do Korneli.
-Racja- Kornelia porozglądała się po placu, na którym toczyła sie bitwa. Dopiero teraz zorientowała sie, że nad nimi latają helikoptery z kamerami. Zmarszczyła brwi.
-Dobra, kończymy to!- syknęła i ruszyła przed siebie.
Kacper ruszył za nią.
Kornelia stanęła w środku bitwy. Kacper ją osłaniał.
Dziewczyna nabrała powietrza i zamknęła oczy.
Była zmęczona, ledwo trzymała sie na nogach.
Nagle z Czarnej Włóczni zaczęło wychodzić pomarańczowe światło.
~Padnij!- wysłała myśl do swoich przyjaciół.
Wszyscy Łowcy Nocy, rzucili sie na ziemię.
Pomarańczowe światło otoczyło wszystkich buntowników.
Dziewczyna pomyślała o ogromnym wodospadzie.
Nagle wszyscy buntownicy zniknęli. Kornelia otworzyła oczy. Uśmiechnęła się smutno i upadła na ziemię.
-Korni!- krzyknął Hubert, zerwał się i podbiegł do swojej ukochanej.

-Cześć- powiedziała Kornelia z uśmiechem na twarzy, podnosząc się na łokciach.
-Hej- Hubert posłał do niej uśmiech.
Był zmęczony. Pod oczami miał ciemne cienie, twarz szarą i zmizerniałą.
-Ile spałam?
-Dwa dni- odpowiedział i usiadł przy swojej dziewczynie.
Kornelia wtuliła się w ukochanego.- Gdzie wysłałaś buntowników?- spytał po chwili.
-Nad jakiś wodospad...
Hubert spojrzał na nią ze zdziwieniem. Uśmiechnęła się ciężko.
-Nie sądziłem, że...
-Ja też nie. Włócznia!- Kornelia zerwała się na równe nogi.
-Spokojnie. Jest tutaj- Hubert wskazał jej Czarną Włócznię, która stała koło okna.
Dziewczyna podeszła tam i wzięła do ręki Czarną Włócznię.
Zamarła, gdy spojrzała przez duże okno.
Dziedziniec przed Białym Domem był całkowicie zniszczony.
-Wyglądał gorzej- powiedział Hubert, kładąc swoje dłonie na jej biodra. Pocałował ją w głowę.
-Hubert?
-Tak?
-Kocham cię- powiedziała.
-Ja ciebie też- odpowiedział i pocałował swoją ukochaną w usta.
-Powinieneś odpocząć- spojrzała na niego.
-Ty również.
-Odpoczywałam przez dwa dni...
Podeszli razem do łóżka, Hubert położył się po jednej stronie, a Kornelia wtuliła się w niego.
Włączyli telewizor i zaczęli oglądać.

Po kilku minutach, Hubert zasnął. Kornelia odsunęła się od niego, pocałowała go w policzek i wyszła cicho z pokoju.
Na korytarzu spotkała Dominikę i Pawła.
-Hej! Obudziłaś się- uśmiechnęła się Dominika.
-Tak- Kornelia odwzajemniła uśmiech.
-Gdzie jest Hubert? Mam do niego sprawę.
-Hubert śpi. Jest zmęczony, niech odpocznie.
-Jasne- odpowiedział Paweł.
-A tak w ogóle to, która jest godzina?- spytała Kornelia.
-Szósta rano.
Kornelia westchnęła.
-Są jakieś ofiary? Cywile nie ucierpieli? Są jeszcze jakieś zniszczenia, oprócz tych na dziedzińcu?
-Kacper był ranny. Z cywili nikt. Zniszczenia tylko na dziedzińcu. Powoli usuwamy i liczymy straty.
-Co z Kacprem?- spytała.
-Jest w szpitalu, ale jego stan jest stabilny. Dziś mają go podobno wypuścić.
-Pojadę do niego.
-Nie powinnaś jechać sama. Paweł, zawieź Korni.
Paweł skinął głową, lecz Kornelia zaprotestowała:
-Nie! Chcę się przejść.
-Nie znasz miasta...
-Poradzę sobie.
Kornelia zeszła schodami w dół.

-Cześć- powiedziała Kornelia z szerokim uśmiechem, wchodząc do sali, gdzie leżał Kacper.
Nie był sam. Na innych dwóch łóżkach leżeli chłopcy w wieku 18-19 lat.
Uśmiechnęła się do nich.
-Kornelia!- uśmiechną się Kacper.- Już się obudziłaś!
-A no tak. Mów, co u ciebie. Słyszałam, że dziś cię wypuszczają.
-Tak. Mam dość leżenia.
-Co się stało? Tam na dziedzińcu?
-Buntownik dźgną mnie zatrutym nożem w bok. Hubert pomógł mi, ale jeszcze zawieźli mnie do szpitala.
-Yhym...
-Hubert gdzie? Nie puściłby cię samej.
-Hubert śpi. Był zmęczony. Czuwał cały czas przy mnie. Nie wie, że tutaj jestem... Powinien spać do późnego popołudnia.
-Nieźle sobie poradziłaś z tymi buntownikami- powiedział jeden z chłopaków, leżących na sali z Kacprem.
Kornelia spojrzała na niego pytająco.
On zaś wskazał pilotem na telewizor, który wysiał na ścianie.
Zobaczyła siebie, buntowników, jak znika z każdym buntownikiem i jak już na wykończenia, wysyła ich wszystkich do wodospadu. Nagle straciła przytomność.
-Trąbią o tym wszystkie media- dodał drugi chłopak.
-A no tak!- przypomniała sobie helikoptery, które latały nad Białym Domem.- Dlatego ludzie w metrze się tak dziwnie na mnie patrzyli...
Nagle do sali wszedł lekarz z kopertą w ręce.
-Oto pana wypis- dał Kacprowi kopertę z wypisem.- Dobra robota- zwrócił się do Korneli i wyszedł z sali.
-No... To możemy się zwijać...
Kacper wstał, a Kornelia złapała go za rękę.
-Jeszcze nie wydob...
-Czuję się już dobrze... Nie mam czasu, by tłuc się metrem. Najwyżej wylądujemy w rzece, co gorsza w ścianie- uśmiechnęła się.
Zamknęli oczy i po chwili, byli w Białym Domu, przed Anną i Dominiką.
-Jesteś nienormalna- uśmiechnęła się Dominika.
-Wiem- dopowiedziała Kornelia z uśmiechem i znów zniknęła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Następnego dnia, z samego rana, Kornelia i Hubert wsiedli do odrzutowca Łowców Nocy i polecieli do rodziców dziewczyny. Dominika i Paweł mięli sprowadzić tam Wiktorię. Po kilku godzinach byli na miejscu.
Kornelia westchnęła i zapukała do drzwi mieszkania.
Otworzyła mama dziewczyny. Na jej widok wytrzeszczyła oczy.
-Hej, mamo- powiedziała Kornelia cicho.
Kobieta odsunęła się od drzwi i zaprosiła parę gestem do mieszkania.
-Jak to w ogóle możliwe?- spytał ojciec dziewczyny, gdy zobaczył córkę.
-Tato... Mamo... To- wskazała ręką na swojego klona.- mój klon.
-Czyli to, co zobaczyliśmy w telewizji to prawda?!- spytał ojciec dziewczyny.
-Tak.
-Gdzie jest Wiktoria?!
-Jest już w drodze- powiedział Hubert.
Ojciec Korneli, spojrzał surowym wzrokiem na młodego mężczyznę.
-Ty! To wszystko twoja wina!- krzykną i ruszył do Huberta.
-Nie! Zostaw go!- Kornelia stanęła przed swoim chłopakiem, wyciągając przed siebie dłoń, z której biło lekkie światło.
Spojrzała ojcu w oczy.
-To nie wina Huberta! On mnie ochraniał! Mój los już był zapieczętowany! Babcia była jedną z Nocnych Łowców. Ja jestem jej następczynią. Mam moc. Ogromną moc.
Ojciec ustąpił, a Kornelia zabrała swoją dłoń.
-Dlaczego wcześniej nic nie powiedziałaś?- spytała kobieta.
-Nie mogłam... Teraz, gdy już wszyscy wiedzą, musiałam wam wyjaśnić.
-Nie możesz! Nie możesz być tą całą łowczynią...- protestował ojciec dziewczyny.
-Tato! Nic już z tym nie zrobisz. Jestem i będę łowcą Nocy, czy ci się to podoba, czy nie...!
-Kochanie, mamy problem...- powiedział Hubert.
Ojciec i matka Korneli wytrzeszczyli oczy.
Dziewczyna się zdziwiła.
-Buntownicy...
-Cholera... My musimy już iść, Dominika przywiezie do was Wiktorię. Dobrze by było, gdybyście pojechali do cioci, do Siemianowic. Nikomu nic nie mówicie.
Rodzice skinęli głowami.
Kornelia i Hubert wybiegli z mieszkania.

-Co się dzieje?- spytała Kornelia, swojego chłopaka.
-Buntownicy atakują prezydenta...
-Co?!- pisnęła.
Porozglądała się po samolocie.
-Nie mamy czasu, by lecieć...- powiedziała. Nagle w ręce trzymała Czarną Włócznię.
-O nie...- westchną Hubert.
Kornelia złapała go za rękę i zamknęli oczy. Gdy je otworzyli, stali przed prezydentem w jego gabinecie.
Prezydent wytrzeszczył oczy.
-Czemu pan się nigdzie nie schował?- spytał Hubert.
Prezydent nie odpowiedział.
Kornelia westchnęła, podeszła do okna i zamarła.
Przed białym domem, roiło się od buntowników. Czuła, że budynek jest otoczony magiczną barierą. Widziała, że Anna Jarek i Kacper walczą z buntownikami. Wiedziała, że długo nie dadzą rady ich powstrzymać.
Zerwała się i wybiegła z gabinetu.
Po chwili była na dworze.
Biegła przed siebie, a gdy znalazła się dość blisko buntowników, zrobiła obrót w powietrzu, a gdy wylądowała gładko na ziemi, zrobiła zamach Czarną Włócznią, z której wyszedł niebieski promień. Buntownicy wznieśli ochronną tarczę, lecz moc Korneli rozbiła ją.
Dziewczyna dołączyła teraz do swoich przyjaciół. Wszyscy przybrali pozy bojowe.
-Szybko wam poszło u rodziców- rzucił Kacper z uśmieszkiem.
-Czarna włócznia ma ogromną moc- uśmiechnęła sie Kornelia.
-To nie działa dobrze, na mój żołądek- dodał Hubert, podchodząc do przyjaciół.
Wybuchnęli śmiechem.
Buntownicy byli coraz bliżej.
Piątka Łowców Nocy ruszyła do ataku.

-Nie damy rady! Jest ich za dużo, a nas za mało!- krzyknęła Anna.
-Racja!- rzuciła Kornelia i cisnęła w jednego z buntowników swoją mocą.
-Kornela! Leć po Dominikę i Pawła! Następnie zabierz prezydenta stąd jak najdalej!- krzyknął Hubert.
-Dobra!
Zamknęła oczy, a gdy je otworzyła była w mieszkaniu swoich rodziców, przed nimi, Dominiką, Pawłem i siostrą.
-Mamy problem- powiedziała dziewczyna do przyjaciół.
-Ani dnia spokoju...
-Trzymajcie się mnie, złapcie powietrze i zamknijcie oczy.
Zrobili to.
Po chwili znaleźli się przed buntownikami.
Kornelia uśmiechnęła się i zniknęła.
-Ona oszalała...- powiedziała Dominika i wyciągnęła z pochwy na plecach swój miecz.
-Czas sie zabawić- uśmiechną się Paweł i pocałował Dominikę.
Uśmiechnęła się i ruszyli do bitwy.

-Pan pozwoli- uśmiechnęła się Kornelia, podchodząc do prezydenta.
-Co ty ze mną robisz?!
-Proszę zamknąć oczy i wziąć głęboki wdech.
Po chwili byli znów w mieszkaniu rodziców Korneli.
-Mamo, tato... To prezydent. Panie prezydencie, to moja rodzina. Złapcie się mnie i zamknijcie oczy- powiedziała, biorąc swoją małą siostrę na ręce.
Wszyscy zrobili to, co powiedziała.
Po chwili byli w mieszkaniu cioci Korneli i Wiktorii.
-Cześć ciociu- uśmiechnęła się Kornelia.- Mama cioci wszystko wyjaśni. A pan... Pan nie wychodzi z domu i z nikim się nie kontaktuje, do czasu, gdy po pana nie przyjdę.
Kornelia znów zamknęła oczy i po chwili stała przed armią buntowników. Ruszyła w ich stronę.
Miała pewien pomysł, ale nie była pewna czy zadziała.
"Zaraz się przekonamy..."- pomyślała i ruszyła do jednego z buntowników. Złapała go za ubranie i zamknęła oczy. Po chwili stała na skale. Pod nią znajdował się wodospad.
-Mam nadzieję, że umiesz pływać- rzuciła i kopnęła mężczyznę do wodospadu. Sama wróciła znów przed biały dom.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Ludzie, mamy problem- powiedziała Kornelia, chodząc z Hubertem do piwnicy, gdzie siedzieli inni łowcy.
-Za długo był spokój...- syknął Jarek.
Hubert zmierzył go wzrokiem.
-Krystian chyba dał po części swoją moc swoim ludziom.
-Skąd to wiesz?- spytała Anna.
-Zaatakowali nas w galerii. Gdy z nim walczyłam, moja moc na niego zbytnio nie działała. On również uderzał we mnie ogromną siłą, co prawda nie taką jaką mam ja, ale moja tarcza się rozbiła- wyjaśniła dziewczyna.
-No to mamy problem...
-I to nie jeden- dodała Dominika, wskazując na ogromny ekran na ścianie.
Zobaczyli nagranie z czyjegoś telefonu, jak to ona i buntownik używając magi, toczą walkę.
Wytrzeszczyła oczy.
-O rzesz kurde....- wypalił Kacper.
-To jest wszędzie... Obiegło już całą Polskę, jak nie cały świat. Mówią o tym nawet w wiadomościach- powiedział Paweł.
-W necie też- dodała Dominika.
Kornelia i Hubert popatrzyli na siebie.
-To już koniec. Oni o nas wiedzą...
-Nie dość, że Krystian siedzi nam na ogonie wraz z buntownikami, których jest o wiele więcej niż nas, no to jeszcze mamy problem ze światem.
Hubert westchnął.
-Musimy się ujawnić- powiedział.
-Co?!- krzyknęli wszyscy.
-Tak... Innego wyjścia nie ma, chyba, ze wy macie jakieś inne pomysły.
Nastała cisza.
-Hubert, jak ty to sobie wyobrażasz? Ludzie nie będą wiedzieli, po czyjej jesteśmy stronie i czy nie zrobimy im krzywdy. Będą się bali. A jeszcze, gdy się dowiedzą, że ich życie jest zagrożone, rozpętają się chaos i panika.
-To co mamy robić? Ludzie chcą wyjaśnień. Zrozumieją, że działamy dla ich bezpieczeństwa.
-Nie sądzę.
-Hubert ma rację. Musicie się ujawnić- powiedział ojciec młodego mężczyzny, wchodząc do piwnicy.
-Dobra, ale będzie z tym trochę zachodu- powiedział Kacper.
-Co najpierw robimy?- spytała Dominika.
-Najpierw, złożymy wizytę prezydentowi.
Kornelia westchnęła, skinęła głową i wyszła po schodach na górę, by pożegnać się z siostrą.
"Teraz będę musiała wyjaśnić wszystko moim rodzicom..."- pomyślała.

Anna, Dominika, Kornelia i Kacper siedzieli w samolocie i czekali na Huberta, Jarka i Pawła, gdy wrócą ze spotkania z prezydentem.
-Długo ich nie ma. Jak myślisz? Prezydent zgodzi się na ujawnienie nas światu?- spytała Kornelia, podchodząc do Kacpra, który majstrował coś przy skuterze.
-Nie ma wyboru- uśmiechną się.- Podaj mi klucz francuski- dodał po chwili.
Dziewczyna podniosła z ziemi klucz i podała go Kacprowi.
-Nie martw się- chłopak podniósł się i spojrzał jej w oczy.- Wszystko będzie dobrze...
-Musi. Hubert!- krzyknęła, gdy zobaczyła swojego chłopaka, idącego w stronę samolotu.- I jak?- spytała go, podchodząc do niego.
Hubert uśmiechną się.
-Transmisja na żywo. Dzisiaj. Za 10 minut. Wywiady i te sprawy.
Kornelia westchnęła i wtuliła się w swojego chłopaka.

-To, co widzieliście w wiadomościach, to prawda. Istnieją magiczne istoty. Oto one- prezydent wskazał ręką na Łowców Nocy.
Hubert ścisnął dłoń Korneli i popchał ją delikatnie w stronę mównicy. To ona miała wszystko wytłumaczyć przed kamerami.
-Heej...- serce dziewczyny biło jak oszalałe, nie lubiła takich przemówień. Ostatnim razem, gdy wygłaszała cos publicznie, miała 6 lat i rozpłakała się, bo z tremy zapomniała połowy wierszyka.- Mam na imię Kornelia... I jestem Nocnym Łowcą, tak jak moi przyjaciele-kontynuowała. Ręce jej się trzęsły, więc ściągnęła je z mównicy.
"Jak bytu dobrze to ująć... Nie mogę... A z resztą"- pomyślała.
-Nie lubię takich wystąpień, ale nie będę owijała w bawełnę. Nocni Łowcy zajmują się ochroną świata przed magicznymi stworzeniami, istotami i innymi zjawiskami paranormalnymi. Było nas tysiące, a zostało tylko siedmioro. Dlaczego? Dlatego, że inni przeszli na stronę zła. Buntownicy! Buntownicy są naszymi wrogami od setek lat. Nagranie z galerii jest najbardziej realne. Nie jest zmontowane. Na tym nagraniu walczę ja i buntownik. Buntownicy nie zważają na to, gdzie toczą walkę, byle tylko dostać to, co chcą. My postępujemy inaczej. Walczymy z nimi, by was ochronić...
Nastąpiła cisza. Ludzie, paparazzi wpatrywali się w Kornelię z szeroko otwartymi oczami i ustami.
Dziewczyna westchnęła i kontynuowała.
-Jakiś czas temu, toczyliśmy wyścig z buntownikami do Trójkąta Bermudzkiego, po to- Kornelia wzięła do ręki miniaturkę włóczni, lecz po chwili trzymała w ręce oryginał.- To jest Czarna Włócznia. Potężna broń. MA ogromną moc i może otworzyć portal do innego świata. W Trójkącie Bermudzkim, stało się coś dziwnego. Ja i Krystian, przywódca buntowników, dotknęliśmy w tym samym czasie włóczni. Jej moc została podzielona na pół. Ja dostałam jedną połowę, a Krystian drugą, lecz Czarna Włócznia wybrała mnie, na swoją panią. Buntownicy chcą teraz odebrać mi tą włócznię, zabrać mi moją moc, otworzyć portal i zniszczyć nasz świat, jak i ten drugi.
To, co wyjawiliśmy... wiem, że to nie jest dla państwa proste. Boicie się. To zrozumiałe. Ale my jesteśmy tu po to, by was chronić...
-Co może zrobić siedmioro łowców, przeciwko całej armii buntowników?- spytał jeden z dziennikarzy.
-Możemy zdziałać bardzo dużo. W siódemkę działamy od kilku miesięcy i jakoś jeszcze nikomu się nic nie stało! Będziemy starali dalej się was chronić- powiedział Hubert do mikrofonu. Załapał Kornelię za rękę i pociągną za sobą.
 

 
Następnego dnia, rano, Kornelia suszyła włosy, gdy do jej pokoju zapukał i wszedł Hubert.
-Zabieram dzieciaki na zakupy, Wiki pójdzie ze mną. Idziesz z nami?- spytał, podchodząc do niej. Położył jej ręce na biodra od tyłu i pocałował w szyję.
Kornelia uśmiechnęła się.
-Dobrze- odpowiedziała.
Oboje spojrzeli w lusterko w toaletce. Razem wyglądali wspaniale. Byli przecudowną parą.
Kornelię dziwiło tylko jedno. Jak długo razem wytrzymają. Oboje mieli wybuchowe charaktery, ale jak na razie nawet nie mięli czasu się pokłócić.
Westchnęła i odwróciła się do swojego chłopaka.
-Za chwilę będę gotowa- powiedziała i pocałowała go.
-Będziemy czekać na dole.
Wyszedł.
Dziewczyna poprawiła makijaż, założyła adidasy, wzięła kurtkę do ręki, telefon i wyszła z pokoju.

Pojechali autobusem do galerii. Zaparkowali w podziemnym garażu i pojechali schodami ruchomymi do góry. Brat i siostra Huberta, oraz Wiktoria szaleli na schodach. W końcu byli tylko dziećmi.
Poszli do pierwszego napotkanego sklepu. Późniejsze, to tylko kwestia czasu.

Na zakupach spędzili cały dzień. Zrobili sobie przerwę na obiad i znów poszli na zakupy. Teraz Kornelia siedziała na ławeczce na przeciwko parku zabaw, gdzie bawili się rodzeństwo Huberta i jej siostra.
Dziewczyna od pewnego czasu miała dziwne przeczucie, że ktoś ją obserwuje. Czekała na Huberta, który poszedł zanieść torby z zakupami do samochodu.
-I już- usłyszała koło siebie głos swojego chłopaka.
Hubert siedział blisko niej.
Kornelia uśmiechnęła się, gdy nagle zobaczyła kątem oka jednego z buntowników Krystiana. Wytrzeszczyła oczy.
-Zabieraj dzieci do auta- powiedziała cicho Kornelia.
-Co jest?- Huber chciał spojrzeć w kierunku, gdzie patrzyła dziewczyna, lecz ta powstrzymała go, całując.
-Zrób to. Idź z nimi do auta i zapal silnik. Podjedź pod wejście koło KAUFLANDU.
Twarz Huberta była napięta.
-Dobrze.
Wstał i podszedł do barierki, by zawołać dzieci.
Kornelia wstała i ruszyła w stronę toalety.
Szła powoli, po czym w korytarzu przyspieszyła i schowała się za rogiem.
Gdy buntownik był blisko, zagrodziła mu drogę. W jednej ręce trzymała kulę ognia, a w drugiej Czarną Włócznię.
Buntownik uśmiechną się krzywo.
Kornelia zmarszczyła brwi.
"Nie zaatakuje. Za bardzo się boi..."- pomyślała.
Nagle buntownik ruszył na nią.
Zrobiła unik i cisnęła z niego ogniem, lecz on również zrobił unik.
Kornelia nie czekając długo, wbiegła do pierwszej lepszej toalet, którą okazała się męska toaleta i patrząc na kilku chłopców w jej wieku, którzy robili sobie zdjęcia, skrzywiła się i wybiegła drugim wyjściem.
Buntownik pobiegł za nią.
Kornelia użyła mocy i zmniejszyła Czarną Włócznie, do rozmiarów długopisu, lecz nie chowała jej do kieszeni, tylko trzymała w dłoni, by czerpać z niej moc.
Kornelia biegła przed siebie, gdy nagle buntownik zagrodził jej drogę.
Chłopak cisną w nią swoją mocą. Odparła atak tarczą, lecz ta się rozpadła pod jego uderzeniem.
Kornelia wytrzeszczyła oczy. Usta buntownika wygięły się w chytry uśmiech.
"Czas stąd spadać..."- pomyślała.
Chciała uciec, lecz sługa Krystiana rzucił się na nią. Ludzie stali i przyglądali się walce tych dwoje.
Buntownik runą na ziemię, a Kornelia wykorzystała to i uciekła do garażu. Stamtąd wybiegła i pobiegła pod wejście koło KAUFLANDU, gdzie czekał na nią Hubert.
Wsiadła do auta.
-Jedź!- krzyknęła zdyszana.
 

 
Wesołych świąt, dobrego jajeczka i mokrego dyngusa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Następnego dnia, Łowcy Nocy przylecieli do willi Huberta. Wszyscy byli wyczerpani. Zwłaszcza Kornelia. Mimo, że nie trenowała w samolocie, to była bardzo zmęczona i osłabiona. Ledwo trzymała się na nogach. Podpierała się Czarną Włócznią.
-Wiki!- zawołała dziewczyna, gdy tylko weszła do salonu, gdzie siedziała jej siostra.
-Kornelia! Już wróciłaś!- mała od razu rzuciła się siostrze na szyję.
Kornelia przykleiła sztuczny uśmiech na twarz, by nikt nie wykrył, że coś złego się z nią dzieje.
-Co to?- spytała mała.
-To jest Czarna Włócznia. Po nią jechaliśmy. Słuchaj, Wiki... Nie możesz jej dotykać, rozumiesz?
-Dlaczego?
-Bo dla ciebie ona jest niebezpieczna. Kochanie, obiecaj mi, że jej nie dotkniesz.
Wiktoria westchnęła. Korneli chciało się śmiać z miny małej siostry.
-No dobrze, obiecuję. Nie będę jej ruszać.
-To dobrze. A teraz idź się bawić z rodzeństwem Huberta.
-Pa- powiedziała i pobiegła po schodach na górę.
Kornelia westchnęła i podniosła się. Zakręciło jej się w głowie i zachwiała się. Gdyby nie włócznia, na której się podparła, runęłaby na ziemię.
-Wszystko dobrze?- spytał Kacper, wchodząc do salonu.
-Tak... Skąd to nagle zainteresowanie. Przecież mnie nie lubisz...
-Wiem, że nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i dobrze wiem, że nie będziemy. Ale przepraszam cię za tamto. To było dawno. Teraz wiem, że nie skrzywdzisz Huberta i będzie on z tobą szczęśliwy. I ja również.
Kornelia stała wpatrzona w Kacpra.
"On chce się ze mną zakolegować?!"- pomyślała.
-Może jednak powinnaś się położyć, odpocząć?- spytał.
-Nic mi nie jest- odpowiedziała i zaczęła wchodzić po schodach na górę, do swojego pokoju. Nagle zrobiło jej się zimno, zakręciło w głowie i runęła na schody.
-Kornelia!- zawołał Kacper i podbiegł do niej. Spadła ze schodów i leżała na marmurowej posadzce.
-Hubert mnie zabije... Kornelia...
Przyjaciel Huberta wziął dziewczynę na ręce i zaniósł do jej pokoju.

Kornelia otworzyła oczy. Leżała w swoim pokoju.
-W końcu się obudziłaś- powiedział Kacper.
Westchnęła i usiadła na łóżku.
-Długo...?
-Kilka minut. Co się dzieje?
-Nie mam pojęcia. Jestem zmęczona... To wszystko.
-Nie nie wiem. Twoja moc promieniuje. Wyczuwam to. Dominika powinna cię obejrzeć.
-Możliwe... Ale obiecaj, że nic nie powiesz Hubertowi- powiedziała.
Kacper się zawahał.
Kornelia spojrzała mu w oczy.
-Obiecaj- powtórzyła.
-Dobra... Nic mu nie powiem, ale masz iść do Dominiki na badania.
-Dobra, dobra... Idę.
Wstała z łóżka, wzięła do ręki Czarną Włócznię i wyszła wraz z Kacprem z pokoju.
-Hubert?!- pisnęła Kornelia.
-Hej, kochanie- powiedział i spojrzał najpierw na Kornelię, później na Kacpra i spiorunował go wzrokiem.
-To ja was zostawię samych...- powiedział i poszedł korytarzem, następnie zszedł po schodach.
-Co chciał?
-Nic... Zazdrosny jesteś?- spytała z uśmiechem Kornelie.
-A mam powód, by być zazdrosny?- spytał, podchodząc do niej bliżej. Na twarzy miał chytry uśmieszek.
-Nie- odpowiedziała.
Ich usta spotkały się w długim i namiętnym pocałunku. Weszli do Korneli pokoju.

-Korni... Mam dla ciebie dość dziwne wiadomości- powiedziała Dominika.
-Czyli?- spytała jej przyjaciółka.
-Wszystkie wyniki masz dobre, tylko wyniki z magi... Są bardzo wysokie. Nie dość, że byłaś potężna, to przez moc włóczni jesteś jeszcze bardziej.
-I nic nie da się z tym zrobić?
-Musisz nauczyć się ją kontrolować. Zmagazynować ją w swoim umyśle i ciele, by nie promieniowała tak bardzo, bo następnym razem nie skończy się to tylko na omdleniu.
Kornelia wytrzeszczyła oczy. Serce podskoczyło jej do gardła.
-Nie wiem, czy mogę zmagazynować tę ogromną moc w całości. Hubert uczył mnie, ale nigdy nie próbowałam na tak wielkiej mocy.
-Spróbuj. Puki tutaj jesteś.
Kornelia westchnęła. Nabrała powietrza i zamknęła oczy.
Pomyślała, jak jej moc wchodzi do pudełeczka w jej umyśle. Nagle poczuła się lepiej. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się.
-Gotowe.
-To prawda. Teraz masz całkiem dobre wyniki. Mam nadzieję, że utrzymasz tą moc w ryzach.
-Myślę, że tak. Dobra muszę kończyć, umówiłam się z Hubertem.
-Gdzie?! Chyba nie wychodzicie...
-Spokojnie... U mnie w pokoju.
Dominika stała i wpatrywała się z otworzonymi ustami w przyjaciółkę.
Kornelia wyszczerzyła zęby w uśmiechu i wyszła z laboratorium.
 

 
-Dzięki- powiedziała Kornelia do Pawła, gdy ten skończył uzdrawiać jej nogę swoją mocą.
-Spoko. Co prawda nadajnik był aktywny od czasu, gdy ruszyliśmy na Florydę i wyładowania atmosferyczne w Trójkącie Bermudzkim go zniszczyły. Ale dobrze, że ci go wyciągnąłem, bo później mogłabyś mieć problemy z nogą.
-Jeszcze raz dzięki- dziewczyna uśmiechnęła się.
Wstała i poruszała nogą. Nic jej nie bolało. Dzięki magi.
Posłała Pawłowi szczery uśmiech i wyszła z sali zabiegowej.
Poszła do laboratorium, gdzie Dominika, Kacper i Jarek przyglądali się Czarnej Włóczni.
Włócznia leżała na oświetlonym, metalowym stole. Wyrywała się spod ochronnej tarczy chłopców.
-Chyba was nie lubi- zaśmiała się Kornelia. Nagle tarcza rozprysnęła się w powietrzu, a Czarna Włócznia znalazła się w ręce dziewczyny. Kornelia wzruszyła ramionami, uśmiechając się.
Dominika westchnęła. Była zmęczona. Wszyscy byli. Nie spali odkąd wylecieli z Przemyśla.
-Najwidoczniej nie... To ty jesteś jej właścicielką. W sumie to chyba nie tylko ty- powiedziała Korneli przyjaciółka.
-Jak to? Aha... Krystian. Kurcze.
-Właśnie. Musisz być teraz bardzo ostrożna, zanim nie wymyślimy, co zrobić z tą włócznią- powiedziała Dominika.
-Jak na razie, jest twoja- dodał Hubert, wchodząc do laboratorium.- Powinnaś poćwiczyć z Czarną Włócznią. Masz ogromną moc. Musisz nauczyć się nią posługiwać.
-Wiem. Myślisz, że jest mi tak fajnie ze świadomością, że mam w sobie nie wiadomo jak ogromną moc, a przy okazji w ręce rzecz, którą jak Krystian dostanie, zniszczy dwa światy?!
-Słuchaj... Kornelia, mamy problem- powiedział cicho Jarek.
-Jaki?- spytała.
-Bo Włócznia... Może to dziwnie zabrzmi, ale ona nie może bez ciebie, żyć? Istnieć?- poprawił się, gdy wszyscy popatrzyli na niego zdziwieni.- Chodzi mi o to, że gdy nie ma ciebie w pobliżu, Czarna Włócznia świruje. Obawiam się, że jesteś na nią skazana już do końca.
-Co?! Nie będę z tą przerośniętą wykałaczką łaziła po mieście!- warknęła dziewczyna.
-Nie będziesz musiała- powiedziała Anna, wchodząc do laboratorium z tabletem w dłoni.
Kornelia uniosła brwi.
-Poszperałam trochę w archiwach Łowców Nocy i znalazłam wzmianki na temat Czarnej Włóczni. Ona nie tylko jest rzeczą, którą zdobyłaś, ale jest częścią ciebie. Przedłużeniem twojego ciała.
-I Krystiana- dodał Hubert.
-Nie koniecznie. Tutaj jest napisane, że w wypadku rozdwojenia mocy włóczni, ona sama wybiera właściciela. Teraz masz ją ty, więc chyba jesteś już jej właścicielką.
-Więc nie muszę obawiać się Krystiana?
-Musisz. Nie wiadomo do czego jest zdolny. Słuchaj, mam rozwiązanie twojego problemu. Czarną Włócznię można zmniejszyć do rozmiarów długopisu.
-Serio?!- krzyknęła Kornelia z zadowoleniem.
-Patrz- Anna pokazała jej tableta z informacją na temat Czarnej Włóczni.
Kornelia po chwili wyciągnęła rękę, w której trzymała włócznię i zamknęła oczy. Skierowała całą swoją energię do długiego, czarnego kija i pomyślała, jak włócznia się kurczy.
Gdy otworzyła oczy, trzymała w ręku małą Czarną Włócznię.
Uśmiechnęła się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kornelia otworzyła oczy. Wszędzie było ciemno. Leżała na czymś zimnym i twardym. Wstała. Otworzyła dłoń, z której buchnął ogień.
Dziewczyna zamrugała, przyzwyczajając oczy do jasności. Była w jakiejś jaskini. I była sama.
-Hubert?- nacisnęła nadajnik w uchu. Zasyczał. Wyciągnęła go i rzuciła nim o skałę.
Nagle zobaczyła jakieś postacie. Zgasiła płomień i schowała się.
-Dominika!- zawołała ze szczęścia, gdy zobaczyła przyjaciółkę.
-Korni! Jesteś. Chodź, musimy dołączyć do reszty. Są tu buntownicy.
-Co?!- pisnęła Kornelia.- Skąd oni wiedzieli?!
-Nie mam pojęcia. Może...
-Cholera!- zaklęła i otworzyła szeroko oczy.- Oni mogli założyć mi gps!
-Spokojnie. Tutaj nas nie znajdą. Na pewno nie przez niego. Tutaj żadne urządzenia elektryczne nie działają.
-Chodźmy.

-Kornelia!- krzyknął Hubert, przytulając ukochaną.
Gdy dziewczyny szukały reszty, Kornelia szukała w swoim ciele nadajnika. Znalazła go. Miała go na na kostce, pod skórą.
-Wszczepili mi nadajnik!- warknęła dziewczyna.
-To już się teraz nie liczy. Musimy szukać Czarnej Włóczni.
-Pamiętajcie, że nie możemy jej dotknąć. Gdy ją znajdziemy, musimy wytworzyć w okół niej barierę- powiedział Jarek.
-Mapa nam przepadła, więc musimy szukać tak.
-Co?! Mapa przepadła?!- Korneli serce podskoczyło do gardła.
-To już po nas...
-Nie dramatyzujcie! Musimy iść.
-Nie! Musimy się rozdzielić. Razem nic nie wskóramy. Nie umiemy działać w grupie- powiedziała Kornelia.
Anka westchnęła.
-Raz się z tobą zgodzę. Idę tędy- wskazała jeden z tuneli.
-Jak się będziemy komunikować?- spytał Paweł.
-Mentalnie. Przecież umiemy- rywalka Korneli uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie.
-Powodzenia- powiedziała Dominika i wbiegła do drugiego tunelu.
Reszta zrobiła to samo.
Zostali tylko Kornelia i Hubert i jeden tunel.
-Wygląda na to, że chyba idziemy razem- uśmiechną się.
-Chodźmy- powiedziała i wbiegła do tunelu.
Hubert wbiegł za nią.

Hubert i Kornelia szli ciemnym tunelem. Na ich dłoniach tańczył żywy ogień, oświetlając im drogę.
Nagle tunel się rozwidlił i przed nimi znów pojawiły sie dwa tunele.
-W który teraz?- spytała dziewczyna.
Nagle koło nich stanęli trzej buntownicy. Jeden z nich to Krystian.
Kornelia spojrzała na mężczyznę, następnie na tunele.
"Oba prowadzą do tego samego miejsca"- usłyszała w głowie czyjś głos.
Spojrzała jeszcze raz na Krystiana. Oboje wytrzeszczyli oczy. Kornelia wbiegła w jeden z tuneli, a Krystian w drugi.
Buntownicy pobiegli za swoim panem, a Hubert za dziewczyną.

Kornelia wybiegła do ogromnej jaskini. Na przeciwko zobaczyła Krystiana. Na środku jaskini stała wbita w skałę Czarna Włócznia. Kornelia myślała, że to tylko taka nazwa, ale faktycznie, włócznia była cała czarna.
Spojrzała w ciemne oczy buntownika. Ruszył on w stronę włóczni.
-Nie dostaniesz jej. Wykałaczka jest moja- Kornelia syknęła do siebie i pobiegła w stronę włóczni.
Krystian był coraz bliżej, dlatego Kornelia wysłała w jego stronę magiczną kulę. On zaś wytworzył w okół siebie tarczę.
Dobiegli do Czarnej Włóczni w tym samym momencie i w tym samym momencie jej dotknęli.
-Kornelia!- usłyszała za sobą głos Huberta. Zignorowała go.
Nagle spod ich dłoni wytworzyła się kolorowa kula, która nagle zrobiła się większa. Włosy dziewczyny zaczęły falować. Poczuła ciepło, przebiegające przez jej ciało.
Nagle zrozumiała, co zrobiła.
Chciała oderwać rękę od Czarnej Włóczni, ale nie dała rady.
Zmarszczyła brwi i spojrzała na Krystiana. Usta miał wykrzywiony w chytry uśmiech.
Nagle kolorowa magiczna kula, przeszyła całą jaskinię.
Kornelia spuściła głowę w dół. Po chwili uniosła ją i zobaczyła Krystiana, który stoi przed nią. Dziewczyna zaś trzymała w ręce włócznię.
-Oddaj ją!- warknął buntownik.
-Nie!
Zaczęła się walka między nimi.
Kornelia zobaczyła kątem oka, że teraz jest tutaj więcej buntowników i jest jej cała ekipa.
-Brać ich!- krzyknął Krystian, walcząc z Kornelią.
Dziewczyna dziwiła sie, że aż tak dobrze sobie radzi.
Co prawda treningi szły jej dobrze, ale nigdy nie trenowała takich sztuk walki, jakie teraz pokazywała.
"To przez Czarną Włócznię"- pomyślała.
Nagle Krystian złapał rękę Korneli, w której trzymała włócznię. Stali blisko siebie.
-Ona jest moja- powiedział do niej.
-Zapomnij!- warknęła, przybliżyła swoją drugą dłoń do jego piersi i wysłała ku niemu falę magii. Nagle mężczyzna odskoczył od niej i z ogromną siłą runą na skałę.
-Wiejemy!- krzyknęła dziewczyna do Łowców Nocy, którzy toczyli walkę z innymi buntownikami.
Wbiegli w tunele.
Po kilku minutach znaleźli się tam, gdzie wylądowali na początku.
-Stąd musi być jakieś wyjście- powiedziała Dominika i zaczęli sie rozglądać.
Kornelia spojrzała na Czarną Włócznię.
"Użyj jej"- usłyszała znów głos w swojej głowie.
Zmarszczyła brwi.
-Chodźcie tutaj!- powiedziała dziewczyna.- Trzymajcie się mnie mocno.
-Co?
-Już!- warknęła.
Przyjaciele podeszli do Korneli i dotknęli jej.
Dziewczyna uniosła włócznię do góry i zamknęła oczy.
Gdy je otworzyła, byli na plaży na Florydzie.
-Co?! Jesteśmy...
-Jak to możliwe?- spytał Kacper.
-Wykałaczka ma ogromną moc.
-Dobra, musimy wracać. Jeśli buntownicy wiedzieli jak się tam dostać, będą wiedzieli jak sie stamtąd wydostać- powiedział Hubert.
-Kornelia... Jak wrócimy do naszego samolotu, muszę wyciągnąć z ciebie ten nadajnik- dodał Paweł.
Kornelia skinęła głową i przełknęła ślinę.
"Wyciągnąć?! Będziesz mnie kroił, czy jak?"- pomyślała.
 

 
-Że co?!- warknęła Dominika.
-Trójkąt bermudzki?! Oszalałaś?- syknęła Anna.
-Nie! Ona tam jest. Wiem, że to samobójstwo, ale moja babcia...
-Twoja babcia ma chyba błędne dane- powiedział Kacper.
Kornelia zmarszczyła brwi, rzuciła się na chłopaka i przycisnęła go do ściany.
-Odszczekaj to!- warknęła.
-Kornelia...- Hubert podszedł do niej, złapał ją w pasie i odciągną od swojego przyjaciela, który z trudem łapał powietrze.
-Jeśli nie chcecie szukać tej wykałaczki, to sama ją znajdę!
-Przecież nie chciałaś jej szukać- zauważył Jarek.
-Tak. Ale nie wiedziałam, że jest drugi świat, bo mój wspaniały chłopak- spojrzała oskarżycielko na Huberta- nic mi nie powiedział! Jeśli buntownicy znajdą tą wykałaczkę...
-Czarną Włócznię.
-Dla mnie to i tak wykałaczka. Jeśli ją znajdą, to nasz świat, tak jak i tamten drugi, przestanie istnieć. Nie mogę pozwolić na to, by Krystian skrzywdził tych biednych ludzi, którzy nie wiedzą, że są w poważnym niebezpieczeństwie. A nawet jeśli buntownicy posiądą moc włóczni...
-To będziemy zgubieni- zakończyła Dominika i wtuliła się w ramiona Pawła.
Kornelia westchnęła.
Nastąpiła głucha cisza, w której słychać było tylko oddechy 7 osób i bicie ich serc.
-Od czego zaczynamy?- spytał nagle Jarek.
Kornelia uśmiechnęła się, na wieść o tym, ze nie musi sama wyruszać na tą wyprawę.
-Tu jest mapa. Ona wskaże nam drogę i jeśli wszystko pójdzie dobrze, wyprowadzi nas.
-Kto używa jeszcze map?- spytała Anna.
Kornelia skarciła ją wzrokiem.
-Dobra! Pakujemy się.
-Pójdę do siostry- powiedziała Kornelia i wyszła z piwnicy.

-Wiki... Ja teraz muszę gdzieś jechać.
-Na misje?- spytała mała dziewczynka.
-Coś w tym rodzaju. Słuchaj... Może nie będzie mnie przez kilka dni. A możliwe jest też, że nie wrócę.
-Dlaczego?- w oczach dziewczynki, Kornelia zobaczyła łzy.
-Nie płacz, młoda.
-Masz wrócić!
-Spróbuję. Kochanie, jeśli bym nie wróciła, babcia zajmie się tobą. Gdy tylko Łowcy Nocy ustalą, że jest bezpiecznie, wrócisz do mamy i taty.
Wiktoria przytuliła się do siostry.
-Ja chcę żebyś ty wróciła...
-Kornelio, musimy ruszać- powiedział Hubert, stojąc niedaleko sióstr i przyglądając się całej sytuacji.
-Muszę iść, myszko- Kornelia pocałowała siostrę w policzek i zostawiła ją w pokoju. Gdy szła z Hubertem przez korytarz, łza popłynęła jej po policzku.
Hubert staną nagle naprzeciwko niej.
Otarł jej policzek z łzy.
-Wrócisz... Spokojnie. Wszyscy wrócimy. Jeszcze będziecie dokuczały sobie nawzajem z siostrą.
-Sam w to nie wierzysz- spojrzała na niego przez oczy, zalane łzami.
Dziewczyna zamrugała szybko oczami, by łzy się rozeszły.
Hubert przytulił ją.

7 przyjaciół była już na Florydzie. Stąd mieli wynająć łódź i popłynąć do Trójkąta Bermudzkiego.
-Wszystko dobrze?- spytał Hubert Korneli, gdy stali na pokładzie łodzi.
-Nie... Ładuję was w tarapaty. Powinnam...
-Nie! Działamy zespołowo- przerwał jej Hubert.
-Co ty gadasz?! Każdy nasz trening w grupie, okazywał się katastrofą!- spojrzała mu w oczy.- My nie umiemy działać w grupie. Każdy troszczy sie o siebie. Anka gdyby mogła, to by mnie zatłukła. Nie powinnam wam tego mówić. Powinnam sama...
-Oszalałaś?!- krzyknął Hubert, ściskając swoją dziewczynę za ramiona.- Nigdy bym ci nie pozwolił samej tam wyruszyć. Kocham cię! Cholera jasna! Ja cię kocham i nie pozwolę, żeby ci się coś stało. A oni...- wskazał ręką zajętych Łowców.- Oni chcą pomóc. To do nas nalezy obrona ludzi i zrobimy wszystko, by było dobrze. Zrobimy to razem!
Kornelia westchnęła.
-Też cię kocham- powiedziała i przytuliła się do młodego mężczyzny.
-Słuchajcie... Sorki, że przeszkadzam, ale jesteśmy już prawie na miejscu. Patrzcie- Dominika wskazała na niebo, zasłonięte ogromnymi, czarnymi chmurami.
Nagle z tych chmur, nad wodą zaczęły pojawiać się trąby powietrzne.
-Wszyscy złapcie sie czegoś! Pełna gotowość!- krzyczał Hubert.
-No to zaczyna sie zabawa- Dominika posłała uśmiech do Korneli.
-Jesteś głupia- zadrwiła do przyjaciółki.
Dziewczyny złapały się lin. Zaczęła sie ogromna burza. Na horyzoncie Kornelia dostrzegła gęstą mgłę.
-Te legendy to prawda!
-Trzymać się wszyscy!
-Ciągnąć liny!
-Postawić maszty!
Nagle mgła zakryła cały pokład.
Serce Korneli biło teraz coraz mocniej. Nie widziała nic. Łódź zaczęła sie kołysać.
Kornelia opadała z sił, lecz mocno trzymała grubą linę. Nagle łódź i Łowców Nocy pochłonęła woda.
 

 
-Dzień dobry- powiedziała Kornelia do rodziców swojego chłopaka, gdy oni i dwójka młodszych dzieci weszli do domu.
-Witaj, Kornelio- uśmiechną się do niej ojciec Huberta.
-Jak podróż?- spytała dziewczyna.
-W porządku. Obyło się bez komplikacji. Och, cóż to za mała kruszynka?- spytała łagodnym głosem pani domu.
-Pani Mario, to moja siostra, Wiktoria.
-Buntownicy?- spytał mężczyzna.
Kornelia westchnęła.
-Tak.
-Dobrze zrobiłaś, zabierając ją tutaj. Będzie bezpieczna. A co z twoją rodziną?
-Hubert wysłał tam klona młodej. Ma zamiar wcielić się w kogo trzeba i kazać moim rodzicom wyjechać gdzieś indziej.
-Nic się nie martw. Wszystko będzie dobrze.
-Wiem.
-Hej mamo, hej tato- do pokoju wszedł Hubert. Był wesoły.- Cześć, skarbie- podszedł do Korneli i pocałował ją w policzek.- Siemka szkraby. Macie nową koleżankę. Idźcie się bawić.
Trójka dzieci zniknęła z salonu.
-I jak?- spytała Kornelia.
-Twoi rodzice są bezpieczni. Jutro mają wyjechać na Śląsk. Załatwiłem tam twojemu ojcu pracę. Będą bezpieczni- uśmiechną się.
-My idziemy się rozpakować- powiedział ojciec Huberta, złapał za walizki i ruszył po gustownych schodach do góry.
Kornelia i Hubert zostali sami. Stali naprzeciwko siebie. Huber położył swoje ręce na biodrach Korneli.
-Przepraszam cię za wczoraj. Boję sie o ciebie. Nie chcę cię stracić.
-Wiem. Głupio zrobiłam, że ci nie powiedziałam. Również przepraszam.
Hubert uśmiechną sie i ich usta złączyły się w mocnym pocałunku.
-Ej! Bez przesady, gołąbeczki...- syknęła Anna.
Para wybuchnęła śmiechem.
-Co jest?- spytał młody mężczyzna.
-Buntownicy... Są coraz bliżej znalezienia Czarnej Włóczni.
-Kornelio. Musisz...
-Wiem. Daj kluczyki. Jadę do babci- westchnęła dziewczyna.
Hubert wyciągną z kieszeni spodni kluczyki od motoru i włożył w rękę Korneli.
Pocałowała go na pożegnanie i poszła do garażu.

Zapukała do drzwi i weszła do mieszkania.
-Kornelia- jej babcia uśmiechnęła się.
Przytuliły się.
-Hej, babciu.
-Co u ciebie?- spytała starsza kobieta.- Chodź do kuchni. Napijesz się czegoś? Ja robię sobie kawę, może też chcesz?
-Nie, dziękuję. Ja tylko na chwilę.
-Gdzie ty się podziewasz, Kornelciu? Dlaczego twoi rodzice się wyprowadzają i dlaczego już teraz nawet Hubert wytworzył klona Wiktorii. Gdzie ona jest?
Kornelia opowiedziała babci jak to jej były chłopak, porwał jej siostrę, że jest teraz z Hubertem, że całą ekipą mieszkają w jego willi, że Wiktoria jest z nimi. Opowiedziała również, dlaczego jej rodzice się wyprowadzają, i że Łowców Nocy zostało tylko kilku.
-Matko...- powiedziała babcia Korneli.
-Nie chciałam wiedzieć nic na temat tej Czarnej Włóczni. Ale teraz... Musze to wiedzieć, babciu. Najgorsze jest jednak to, że Hubert nie powiedział mi dokładnie, czego mam się po tej wykałaczce spodziewać!
Babcia Korneli zaśmiała się krótko.
-Czarna Włócznia jest potężnym źródłem mocy. Jeśli wpadnie w ręce Krystiana, nasz świat, świat Łowców i ludzi będzie zagrożony. Włócznia, również jest portalem do drugiego świata. Myślę, że Krystian chce zawładnąć mocą Czarnej Włóczni, podbić ten świat, jak i tamten drugi...
-O rzesz...
-Własnie.
-Wiesz gdzie jest ta wykałaczka?
-Włócznia... Wiem.
-Gdzie?!
-W trójkącie bermudzkim.
Kornelia wytrzeszczyła oczy. Serce podskoczyło jej do gardła.
Babcia wstała z miejsca i wyszła z kuchni. Po chwili wróciła, trzymając w ręce rulonik papieru.
-To jest mapa. Kierując się nią, znajdziecie Czarną Włócznie i wyjdziecie cało z trójkąta bermudzkiego.
Kornelia westchnęła. Wzięła od babci mapę i wstała z krzesła.
-Dziękuję babciu. Jeśli...
-Masz mi wrócić cała i zdrowa.
Przytuliły się.
-Do widzenia, babciu.
Kornelia wyszła z mieszkania babci. Usiadła na motorze i złapała głęboki oddech.
-Hubert...- zadzwoniła do niego przez nadajnik w uchu.
-Kornelia.
-Mamy problem...




Przepraszam, że dodaję ten rozdział dopiero teraz, ale tak wyszło. Miłej niedzieli palmowej Wam życzę
 

 
Nadszedł kolejny dzień. Kornelia i Hubert przyszli z porannego biegania.
-Wezmę prysznic i za pół godziny widzimy sie w sali ćwiczeń na dole- powiedział Hubert.
-Dobra.
Oboje poszli w innych kierunkach. Kornelia również postanowiła się wykąpać, jak codziennie rano.
Po 30 minutach byli w sali ćwiczeń.
-Dobra, dziś będziemy ćwiczyć bardzo blisko siebie.
Kornelia uniosła brwi.
-Przeciwnik, z którym walczysz, nie będzie się pytał, jak chcesz walczyć. Chwyci się wszystkich sposobów by wygrać, a ty musisz umieć wszystkie- wytłumaczył Hubert.
Podszedł blisko Korneli. Dziewczyna czuła, że jej serce przyśpiesza. Czuła jego zapach. Lubiła jego perfumy. Mogłaby je wąchać całymi dniami.
Hubert wziął jej ręce, zaczęli ćwiczyć.
Po chwili stanęli jeszcze bliżej siebie, stykali się czołami. Serce dziewczyny biło jak oszalałe. W ciszy było słychać ich ciężkie oddechy. Stali tak przy sobie przez chwilę, gdy nagle Hubert złapał Kornelię w pasie, przysuną ją do siebie tak, że stykali się teraz ciałami. Pocałował ją. Dziewczyna nie opierała się. Bardzo jej się podobało. Już nie mogła dłużej ukrywać tego, co czuje do Huberta. Męczyło to ją.
-Przepraszam...- powiedział Hubert.
-Nie przepraszaj- Kornelia uśmiechnęła się i zawisła mu na szyi.
Ich usta znów się spotkały.
-Ale co z...
-Zapomnij o tym- zaśmiała się.
-W końcu. Kornelio, gdy odeszłaś, było mi ciężko... Nawet, dy wróciłaś, gdy trenowaliśmy... Ciężko mi było patrzeć na ciebie normalnie, jak na zwykłą dziewczynę, koleżankę, jedną z Łowców Nocy. Chciałem patrzeć na ciebie, tak jak teraz na ciebie patrzę.
-Czyli jak?
-Jak na najwspanialszą dziewczynę na świecie. Moją ukochaną...
-Kocham cię- powiedziała Kornelia.
-Ja ciebie też- uśmiechną się Hubert.

Kornelia była bardzo szczęśliwa. W końcu nie musiała ukrywać swoich uczuć do Huberta. Dziewczyna siedziała właśnie w fotelu, przeglądając katalog, gdy nagle dostała wiadomość na telefon.
"Mamy twoją siostrę. Jeśli chcesz ją odzyskać, całą i zdrową, przynieś nam dysk z wiadomościami, dotyczącymi Czarnej Włóczni. Twój kochany chłopak, a raczej były chłopak".
Kornelia zamarła.
Zerwała się z fotela.
"Stój! Nie mogę iść do Huberta i innych. To sprawa między nim a mną..."- pomyślała.
Zeszła do piwnicy, przebrała się, wsiadła na motor i wyjechała z domu Huberta.

Kornelia przyjechała do opustoszałej, starej fabryki, gdzie miała się spotkać z Mateuszem.
-Wiki!- krzyknęła, gdy zobaczyła przywiązaną do krzesła siostrę.
Nagle zobaczyła Mateusza.
-Informacje- syknął.
-Najpierw siostra.
-Dawaj te informacje. Nie mam czasu!
-Słuchaj! Nie mamy informacji na temat Włóczni! Szukamy ale nic!- warknęła.
Nagle poczuła, że jakaś niewidzialna ręka zaciska się jej na gardle. Zaczęła kaszleć, dusić się.
Nagle przed dziewczyną stanął buntownik.
Teraz to on trzymał ją w powietrzu za gardło.
-Mów co wiesz, albo twoja siostra i ty, nie zobaczycie już światła dziennego.
-Nic nie wiem!- warknęła i kopnęła Mateusza.
Puścił ją, upadła na ziemię, a sam zwijał się z bólu.
Kornelia otrząsnęła się. Czuła jak szyja jej pulsuje. Zignorowała to.
Użyła swojej mocy i cisnęła w buntownika kulą światła, która przytrzymywała go przy ziemi.
"To go na trochę unieruchomi".
Kornelia podbiegła do swojej siostry. Wiktoria miała łzy w oczach. Rozwiązała dziewczynkę i przytuliła ją.
-Już wszystko dobrze, mała- powiedziała dziewczyna.- Chodźmy.
Złapała siostrę za rękę i wybiegła z nią na zewnątrz.
Kornelia posadziła siostrę przed sobą na motorze i pojechały do domu Huberta.

-Kornelio... Hubert chce z tobą rozmawiać- powiedział Paweł, gdy dziewczyna wraz z siostrą wyszła z piwnicy.
-To oznacza natychmiastową ewakuacje- syknęła, odwróciła się i nawet nie zrobiła kroku, gdy usłyszała:
-Kornelia!
-Hubert!- odwróciła się, z uśmiechem na twarzy.
-Do mojego pokoju! Ale już!- krzyknął.
-Paweł, mógłbyś?- spytała kolegi, wskazując na siostrę.
-Jasne. Chodź, mała.
Kornelia przewróciła oczami, westchnęła i poszła do pokoju Huberta.
-Co tam, skarbie?- spytała z niepewnym uśmiechem.
Hubert stał, oparty o biurko. Jego twarz była napięta.
"Jest wściekły..."- pomyślała dziewczyna.
-Co ty sobie wyobrażasz?!- krzyknął.
Kornelia wzdrygnęła się. Nigdy nie widziała go w takim stanie.
Hubert podszedł do dziewczyny.
-Słuchaj... Przepraszam, ze tak krzyknąłem, ale martwiłem się... Mogłaś mi powiedzieć.
-Nie. To chodziło o moją siostrę.
-Ale tobie się coś mogło... Co to?!- spytał, marszcząc brwi. Spojrzał na jej szyję. Spojrzał na nią.- Zabiję...!- westchnął.- Nie chcę, żeby coś ci sie stało. Obiecaj mi, że już sama nigdy się nie spotkasz z buntownikami.
Kornelia wytrzymała jego wzrok.
-Okej... Słuchaj. Moja siostra musi tutaj zostać.
-Wiem. Wyślemy klona, a twoją rodzinę przeniesiemy.
-Oni nigdy się nie zgodzą na przeprowadzkę.
-Spokojnie, zgodzą się. Idź teraz do siostry, później się spotkamy- pocałował ją.
Kornelia uśmiechnęła sie delikatnie i wyszła z pokoju Huberta.
Poszła do centrum dowodzenia, gdy Paweł zabrał jej siostrę.
-Nela, jesteś wróżką?- spytała słodkim głosem Wiktoria.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
-Coś w tym rodzaju- odpowiedziała.
-Zostanę tu?
-Tak. Zostaniesz. Tutaj będziesz bezpieczna. Jutro przyjeżdża młodsze rodzeństwo Huberta...
-Tego pana, co na ciebie krzyczał?
Paweł i Kornelia wybuchnęli śmiechem.
-To mój chłopak, młoda. Martwi się. Jutro już będziesz mogła bawić sie z jego młodszym rodzeństwem.
-Fajnie. Nela, nudzi mi się.
-Chodź, może znajdziemy coś do zabawy.
 

 
"...Pamiętaj, że mnie możesz wyzywać od k*rw, ale jeśli skrzywdzisz moją przyjaciółkę, pamiętaj, koleś... Już nie żyjesz!" <3